Siedzę sobie u przyjaciół w Wylazłowie – trochę czytam , trochę drzemię , gdy nagle błogi spokój rozdziera  przenikliwy dźwięk telefonu komórkowego . Halo – po głosie poznaję głos podekscytowanej Gośki  [sądząc po tonacji głosu]. Zaczyna opowiadać historię , którą przed chwilą przeżyła .                                                                        -Wracam do domu ze spaceru , który przed chwilą odbyłam  z  naszym pupilem Figusiem , jestem prawie przed furtką , gdy przed posesję z piskiem kół podjeżdża radiowóz policyjny z którego wysiada dwu policjantów .                                                     -Pani tu mieszka .                                                                                                                                  -Tak , ale ja panowie nic takiego nie zrobiłam [ zaczyna się tłumaczyć ] co by sprawiało potrzebę interwencji policji ? To się jeszcze okaże ? Czyje są te garnki stojące przed furtką ? No garnki są moje -zawsze je tu stawiam dla przechodzącego [ co jakiś czas ] zbieracza złomu. No właśnie ? Dostaliśmy telefon na posterunek , że w garnkach może być ukryta bomba . Słowo honoru panowie -nie ma tu żadnej bomby [ tłumaczy się winna incydentu ].Ja je zaraz przeniosę na swoją posesję . A kto to do państwa dzwonił ? Nie możemy udzielać takich informacji – tajemnica służbowa ! Nazwisko i imię -proszę . Moje ? Tak pani . Czy to konieczne ? Tak musimy odnotować ten incydent . Niech się pani cieszy , że nie bierzemy pani na posterunek , choć mamy takie uprawnienia .                                               - Ale ja naprawdę nic takiego nie zrobiłam ? To już pani nam mówiła .Po spisaniu obwinionej  „groźnego incydentu ” i nie małym zamieszaniu na spokojnej zazwyczaj ulicy radiowóz odjeżdża – pozostawiając obwinioną w  niezbyt wesołym nastroju . Nieudana sensacja- na skalę ogólnopolską [po wrocławskim bombiarzu] byłaby pewna. Przypomina mi się komunistyczne powiedzonka : „Śpij spokojnie ORMO  czuwa :.Wraz z upadkiem PRL odeszło i ORMO , ale Policja Państwowa jest równie czujna !Po powrocie do Ustki dowiedziałem się kto był tym w/g reguł ministra bezpieki Błaszczaka  donosicielem , przepraszam sygnalistą  powiadamiającym Policję . Pewne jest to , że była to osoba wyjątkowo wrażliwa -zdecydowana zwolenniczka „dobrej zmiany ”, która postanowiła ochronić nasz dom przed niewątpliwym groźnym wybuchem . Za co jesteśmy jej do dziś „niezmiernie wdzięczni”.  Po tym incydencie , który okazał się tak mało znaczący ,że nawet lokalna prasa nie odnotowała jego zaistnienia. Coś jednak po nim zostało -wspomnienia i przydomek  BOMBERGOŚKA , który przylgnął do mojej Pani. Tylko człowiek na kilka dni wyjedzie , a tu już co najmniej afera w wykonaniu zdawałoby się tak spokojnej małżonki .Nie łatwo być mężem notowanej na policji terrorystki , oj nie łatwo !