Po oderwaniu się 32 p.p. od nieprzyjaciela ,skierowano  go do obrony  twierdzy Modlin .Wycofywanie  odbywał się pod obstrzałem niemieckiej artylerii i bombami wrogich samolotów .W dniu 7 września jej przednia szpica dotarła do Modlina .Z Pułku Piechoty wydzielono pododdział , który został oddany pod dowództwo obrońcy Modlina gen.Juliusza Zulaufa .Przydzieleni żołnierze  zostali sprawnie zakwaterowani w koszarach twierdzy .Kwatery w budynkach  [pamiętających czasy carskie ] daleko odbiegały od pokojowych standardów . W pokojach 4 osobowych musiało pomieścić się 8-10 osób.Oczywiście łóżka były piętrowe ,a poruszanie się pomiędzy nimi sprawiało nie małe kłopoty. Przyczyną takiego stanu rzeczy była nadmierna ilość żołnierzy w twierdzy.Po zakwaterowaniu,Tadeusz pierwsze kroki skierował do łaźni , gdzie pozbył się wielodniowego brudu, po trudach walk z niemieckim Korpusem „Wodrig”. Bieżąca woda w kranach jeszcze była , a więc warunki jawiły się jako komfortowe -żyć nie umierać ! Po umyciu wyszedł przed koszary poszukać kantyny oficerskiej .  -Tadeusz ?                                                                                                                                               Głos , który dobiegł zza jego pleców , kazał mu odwrócić głowę w jego kierunku , ujrzał sylwetkę p.por. w eleganckim  mundurze uśmiechającego się do niego serdecznie .                                                                                                                                              - Bartek -to ty ? Skąd ty się tu wziąłeś ?Jakże się cieszę ,że Cię spotkałem .                 -Jestem tutaj od dwóch dni wraz z moją jednostką. Służę w 5 d.p.dowodzonej przez gen. Juliusza Zulaufa .Gdzie ty się teraz wybierasz ?                                                 – Do kantyny coś zjeść -bo głodny jestem niemiłosiernie .                                                    - Zaprowadzę cię , po drodze sobie pogadamy.                                                                          -  Tu Tadziu jest kantyna oficerska ,przepraszam cię ,ale muszę zgłosić się do swojego d-cy po rozkazy .Mieszkam w tym baraku  w sali nr.3 , wskazał palcem na niedaleko stojące zabudowanie . Po zajęciu miejsca przy stoliku ,zaraz znalazł się kelner z dymiącą michą zupy z wkładką .                                                                                   – Panie poruczniku , wiem jak jesteście głodni -czy będzie pan chciał repetę ?           – Oczywiście -dawno nie jadłem ciepłej strawy!                                                                       Po krótkim czasie kolejna porcja posiłku wylądowała w żołądku wygłodzonego . Spać ,spać ,spać ta jedna myśl nieubłaganie przebijała się do świadomości , mobilizując organizm do przyśpieszenia kroku w kierunku zbawczego łóżka ! Zdjął tylko obuwie rzucił się na łóżko i zasnął snem tak głębokim , że chodzenie , składowanie broni i plecaków przez kolejnych przybyłych nie potrafiło  zakłócić jego kamiennego snu . Noc minęła spokojnie , świt przyniósł niemiłą niespodziankę !                                                                                                                                Ryk nurkujących samolotów i wściekły wizg spadających bomb , wyrwał go z błogiego snu. Włożył  buty i wybiegł na plac apelowy , na którym rozpętało się prawdziwe piekło . Lotnik kryj się!!! Okrzyki d-ców krzyżowały się z wybuchami bomb wyrzucając ziemię w powietrze, zrzucane niezbyt precyzyjnie wyrządziły  nie wielkie  szkody w otoczeniu placu apelowego.Ktoś krzyknął -idzie druga fala stukasów .Na znacznie niższej wysokości leci kilkanaście maszyn nieprzyjaciela , tym razem atak był bardziej precyzyjny bomby spadły na plac i stojące w pobliżu budynki koszar.Potworny huk rozrywających się bomb,latające odłamki i pył zakryły na dłuższy okres  miejsce bombardowania. Opadający pył- odkrył przed oglądającym szereg olbrzymich lejów , jeszcze zasnutych dymami po wybuchach . Samoloty zatoczyły koło ,ponownie  zbliżają się do miejsca gdzie przed chwilą zrzuciły bomby.Dość długa przerwa po ostatnim nalocie spowodowała , że część żołnierzy wyszła na plac -myśląc , że to koniec nalotów. W tym momencie  nadleciała kolejna fala nisko lecących samolotów.Tym razem odezwała się nasza artyleria przeciwlotnicza i grad pocisków wyleciał na spotkanie nadlatujących stukasów .Serie karabinów maszynowych wroga siały śmierć i zniszczenie w szeregach obrońców  . Przestrzeń wypełniły krzyki  i jęki rannych zmieszane z rozkazami sanitariuszy , którzy starali się w jak najszybszym czasie udzielić pomocy poszkodowanym. Sanitariusze uwijali się jak w ukropie , bandażując na miejscu  lżej rannych – ciężkie przypadki  odnosząc na noszach do lazaretu , a ciała tych którym już nie można pomóc przykrywali kocami .Po opatrzeniu lekko rannych i odniesieniu ciężej do wojskowego szpitala , jeden z obecnych na placu oficerów wydał rozkaz przyciągnięcia platformy do przewożenia skrzynek z amunicją , na które ładowano zwłoki .Podczas ich układania na platformie stojący obok kapitan odłamywał część nieśmiertelnika zawieszonego na ich szyjach. Lazaret fortu nr.1 „Zakroczym ” z każdą chwilą zapełniał się rannymi .Straty po nalocie okazały się duże – 21 zabitych , 17 lekko rannych i 34 ciężko rannych ,w tym 3 w stanie krytycznym.Lekko rannych opatrywano na miejscu , średnio i ciężko rannych przewożono do szpitala na terenie twierdzy Modlin. Lekarze dwoili się i troili zszywając ,krojąc i amputując ręce i nogi , aby uratować jak najwięcej istnień młodych dzielnych ludzi .Niestety mimo nadludzkich wysiłków 3 najciężej rannych nie udało się uratować , choć tak nie powinno być.  Wojna jest nieubłagana i zabiera w większości ludzi młodych , zdrowych i silnych .Kalecy i słabi zostają w domach , c’est la vie .Po czterech godzinach pracy , lekarze w zakrwawionych kitlach opuszczają sale operacyjną z potem na czołach ,  zadowoleni z dobrze spełnionego obowiązku . Tadeusz z resztą ocalałych kolegów [z zburzonej części koszar ]przenieśli swoje łóżka ,na parter 3 kondygnacyjnej fortyfikacyjnej kaponiery .   c.d.n.