Urban – Historie z Życia…

Autentyczne historie ludzi i ich przeżyć na tle mijającego czasu.

Wpisy w kategorii: Pamiętniki

Wartime Love Story -cześć II

Powiadomienie o wypisie z oddziału zamkniętego , wprowadziło mnie w doskonały nastrój. Przyjąłem to również z wielką ulgą.
-Jurek i Czesław przyszedłem się z wami pożegnać – dziś wychodzę.
-Wychodzisz?
-Tak przed chwilą byłem w gabinecie lekarskim , gdzie przygotowują mnie „żółte papiery”, które uchronią mnie przed najgorszym scenariuszem , który mógłby mnie zafundować Jaruzelski ze swoją bandą!Człowieka chorego , a tym bardziej wariata nie wsadza się za kratki.
-Szczęściarz z ciebie !
-To się jeszcze okaże .Mam do was jedną prośbę – nie przerwijcie tej działalności samarytańskiej , którą tak długo ciągnęliśmy.
-Masz to u nas jak w banku.
-Zabieram klamoty i jadę do domu. W końcu się wyśpię w swoim łóżku , bez faszerowania psychotropami.
-Coś taki radosny jak wiosenny skowronek ?
-Głupie pytanie , a ty byś się nie cieszył?
Rzeczy spakowane w torbę ,a ja z uśmiechem na twarzy żegnam się z lekarzem dyżurnym i pielęgniarkami.Jadę szczęśliwy do domu.Na progu domu wita mnie siostra Hanka.
-Nawet specjalnie nie schudłeś, na tym szpitalnym wikcie.
-Wiesz jedzenie było kiepskie to fakt,ale brak ruchu powodował , że człowiek nie tracił kalorii stąd taki stan rzeczy.
-Opowiedz jak tam było? Umieram z ciekawości.
To długie opowiadanie siostro o tym co czułem i przeżywałem, o traumie związanej z pobytem wśród ludzi popularnie zwanych świrami,czubkami,wariatami. Na prawdziwą opowieść siostro musisz poczekać .Daj mnie trochę czasu , abym mógł to wszystko ogarnąć.
Rankiem dnia następnego jadę do Słupska i melduję się u kierowniczki Oddziału Nerwic psycholog Krystyny M. Po dopełnieniu stosownych formalności zostaję przyjęty i wprowadzony na salę zajęć terapeutycznych . Przedstawiam się grupie liczącej kilkanaście osób kobiet i mężczyzn.Pierwszą osobą , z którą nawiązałem bliższy kontakt psychiczny ,był mój imiennik Andrzej Miodek. Podobieństwo imion i charakterów sprawiło , że staliśmy się nierozłączni jak bracia syjamscy [bardziej męscy niźli damscy].
Andrzej -wysoki ,przystojny,elokwentny – typ pożeracza damskich serc. No moje odbicie w lustrze -w młodszym wieku i lepszym wydaniu. Odtąd nieodłączny towarzysz -rozumieliśmy się bez słów no taki „brat łata”.Po kilku dniach pobytu, któregoś dnia poznaję Gosię-szczerze wzruszył mnie jej życiorys – do tego stopnia,że postanowiłem jej to powiedzieć.
Kilkuminutowa rozmowa wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie -ciepła , wrażliwa,odpowiedzialna ,ładna to tylko niektóre z jej zalet . Życie też ją nieźle pokiereszowało – dwa nieudane małżeństwa odbiły się w sposób nieodwracalny na jej postrzeganiu świata , a szczególnie jej męskich przedstawicieli. Pomimo wszystko – sprawiała jak najlepsze wrażenie na tle innych kobiet .Zaczynam zabiegać o jej względy , przynosząc codziennie z przydomowego ogródka bukieciki kwiatów.Wręczam jej w obecności grupy -to prawie publiczna oznaka sympatii [z mojej strony].Któregoś dnia wraz z wiązanką padają słowa , które są jak nieformalne oświadczyny: Gosia- Ty będziesz moją żoną.
Osłupienie [wobec tak postawionej kwestii ]sprawiło ,że wypowiedziane słowa nie trafiły do niej zupełnie.
-Ty jesteś …. chyba kompletny wariat!Nie zamierzam układać sobie życia. Mam smutne doświadczenie w kontaktach z mężczyznami- niech to dotrze do ciebie!  Zbyszek  chłop na schwał  [ mający w grupie ksywę Fred]  jest na  Oddziale Nerwic z powodu nadużywania alkoholu i problemów z żoną.Właściwie to jego żona ma problemy z nim. Postać sympatyczna- choć podpadł mnie nieźle , adorując Gosię. Jestem po prostu zazdrosny. Podczas ćwiczeń relaksujących leżą obok siebie, a to mnie wkurza .Proponuje Małgosi zmianę miejsca -ta się nie zgadza.  Kolejny Zbyszek  z Lęborka to postać nietuzinkowa – problemy z alkoholem przywiodły go tutaj. Każdy z nas, ma w trakcie pobytu opowiedzieć swój życiorys. Przyszła kolej na naszego  ”Sabałę”. Żadne słowa nie oddadzą atmosfery , jaka zapanowała podczas  jego mentorskiej  mowy! Życiorys opowiadany z taką swadą i humorem , wzbudzał u wszystkich salwy śmiechu.  Śmialiśmy się  wszyscy – włącznie z prowadzącymi  zajęcia terapeutkami. Jąkanie się prowadzącego – jeszcze ten śmiech potęgowało.Wielka szkoda , że nikt  nie pomyślał o nagraniu tej  ”przemowy” byłby to bez jakichkolwiek wątpliwości  hit kabaretowy. To było niesamowite przeżycie -nigdy w życiu tak się nie uśmiałem. Na pytanie  z czego? Do dziś nie potrafię  odpowiedzieć na tak proste pytanie. Zapamiętałem jedną kwestię z jego życiorysu  -opowiadanie o jego pracy na budowie pod nadzorem majstra Karola-Fryderyka Szatanika.                                                                                                                                                                              -To był prawdziwy Szatan, który po zejściu na ziemię i odrzucenia ogona przyjął imiona swych popleczników -Marksa i Engelsa. Nieustający zaraźliwy śmiech , przechodzący chwilami  w ryk -wydobywający się z kilkunastu gardeł słuchaczy , skończył się wraz z  zakończeniem  życiorysu Zbyszka .  Przyszedł czas na  scharakteryzowanie postaci  mojego ulubieńca i imiennika Andrzeja M. , który znalazł się na Oddziale Nerwic z  powodu zaburzeń emocjonalnych – to oficjalna diagnoza lekarska. Nieoficjalnie  Andrzej był erotomanem , który nie był w stanie przepuścić  żadnej spódniczce . Stąd problemy jego pożycia z żoną. Krew nie woda i jak się daje to się kraje – to jego  codzienne powiedzonka . W stosunkowo , krótkim okresie  [3 tygodnie] znajomości przeleciał 4 babki. Nie miał żadnych zasad i skrupułów w tej materii. Będąc w Lęborku u w/w Zbyszka  - próbował przelecieć jego żonę! Romans z Ewą – spowodował znaczne zawirowanie w jego małżeństwie . Tym razem cała grupa solidarnie stanęła po stronie jego żony -łącznie ze mną. Cel oczywisty- ratowanie jego związku -szczególnie , że Andrzej miał przesympatyczną córeczkę. Adoracja Gosi trwa w najlepsze-dowiaduję się , że 10 czerwca  obchodzi imieniny . To przecież za kilkanaście dni . Na prezent  kupuję skórkowe letnie rękawiczki  i tradycyjną wiązankę. Imieniny były huczne, było nas 6 osób – Bożena siostra Gosi, Leszek -jej  mąż, Danka R. -jej koleżanka, Ja i Julita córka Gosi. Smaczne ciasta, przystawki , winko,ciekawe rozmowy- wszystko to złożyło się na przemiłą atmosferę , która zapanowała przy stole .W późnych godzinach wieczornych – goście zaczęli rozchodzić się do domu , a ja zostałem  znajdując u Gosi swój drugi dom i tak trwam przy niej już przez 33  dobre lata!!

 

 

Lato tego roku oprócz niesamowitych upałów przyniosło nam prawdziwy najazd wczasowiczów. Szczególnie miło było nam gościć Łodzian ,z którymi silnie związany jestem emocjonalnie – więzami wspólnego zamieszkiwania [w przeszłości].
Na szczególną sympatię w oczach żony, a potem i moich – zasłużyła szczupła kobieta w wieku balzakowskim o przemiłym uśmiechu i jakże ciepłej osobowości.Kobieta -która opowiedziała mnie tę historię- Kasia Grabińska {Wiśniewska}. Pochodzi z rozbitej rodziny.
Ojciec alkoholik – stworzył im w domu piekło na ziemi, którego nie wytrzymała matka Kasi- wyprowadzając się z 3 letnią wówczas córką z mieszkania przy ulicy Drukarskiej. Matka założyła drugi związek z którego pochodzi jej przyrodnia siostra Beata. Mijały lata ,a nasza Kasia z dziewczynki- przemieniła się w osobę dorosłą i wyszła za mąż.
Z tego związku przychodzi na świat córka Karolina.
Kiedy Kasia miała 26 lat – umiera jej mama. Śmierć matki przeżyła bardzo boleśnie – została sama nie utrzymując żadnych kontaktów z byłym ojcem.Jedyne wsparcie – które pozwoliło jej przetrwać te jakże trudne chwile otrzymała od męża,siostry Beaty i córki Karoliny.Ojca po prostu wymazała ze swej pamięci. W wieku 34 lat [po zrobieniu kursu] podjęła pracę sanitariuszki w Łódzkim Szpitalu im.dr.Biegańskiego.
Któregoś dnia – do pełniącej dyżur Kasi Grabińskiej przyszła jej koleżanka Małgosia – będąca pielęgniarką na oddziale wewnętrznym.
-Cześć Kasiu.Popatrz dyżur ma się ku końcowi ,a my dopiero się spotkałyśmy.
-No tak to bywa.Co za papiery przyniosłaś ze sobą?
-Karty chorobowe przyjętych pacjentów, aha mam tu chyba kartę twojego ojca bo wiek, nazwisko i imię Jan zgadzają się z wiedzą która posiadam odnośnie historii twojej rodziny.
Na dźwięk tych słów – wypowiedzianych żartobliwym tonem – Kasię sparaliżowało i przez chwilę nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
-Znam Kasiu historię twojego życia nie bój się w razie czego damy mu zastrzyk z Pavulonu i będziesz miała go z głowy.
Kasi jednak nie było do śmiechu i żartobliwe uwagi Małgosi – przyjęła z powagą.Pisząc te słowa jednym uchem słucham radia , a tam wokalista Lombardu śpiewa „Przeżyj to sam ” – jakże te słowa pasują do historii naszej Kasi.
-Na której sali on leży ?
-Na pierwszym piętrze pod 18.
Nurtujące pytanie i natłok myśli – kłębiących się w jej głowie sprawiły, że nie mogła się powstrzymać przed próba dyskretnego odwiedzenia pokoju, w którym leży podejrzany. Adres na karcie chorobowej ul. Drukarska zgadzał się – a więc to jest On. Szok w jakim się znalazła nie pozwolił na powstrzymanie malujących się na twarzy emocji. Zauważył to obserwowany pacjent – przyglądający się uważnie młodej kobiecie . W pewnym momencie zapytał.
- Czy ty jesteś Kasia – moja córka?
- Tak proszę Pana.
Aby ukryć narastające wzruszenie – Kasia postanowiła wycofać się na korytarz .Ojciec za nią – tam pada przed nią na kolana i mówi :
_ Córciu wybacz ,wybacz mi!
Sytuację ratuje będąca w pobliżu Małgosia – podnosząc go z kolan.
-Wstań człowieku! Kasia pomóż mi go podnieść – bo On może dostać drugiego zawału!
„Sprawa Kasi”- w szpitalu była szeroko komentowana przez personel medyczny. Zdania na temat ewentualnych kontaktów -były podzielone , jak to w życiu. Dyżur Kasi miał się ku końcowi ,kiedy człowiek mieniący się jej ojcem – poprosił ją żeby następnego dnia przyszła nieco wcześniej na dyżur i przyniosła zdjęcie jego wnuczki Karoliny.W domu mąż zaobserwował niecodzienne podekscytowanie żony i po usłyszeniu historii , która się jej przytrafiła – zrozumiał jak trudną decyzję musi podjąć Kasia.
-Jeśli nie pije to należy dać mu szanse – takie jest moje zdanie.Każdy powinien mieć szanse do naprawienia błędów ,które w życiu popełnił.
To zdanie męża przeważyło szalę dywagacji nad problemem , które zgotowało jej życie.
Następnego dnia – koleżanki tak zorganizowały sobie pracę [przejmując jej obowiązki], że mogła swobodnie z nim pogadać. Rozmawiali całą noc – do białego rana. Opowiedział , że po odejściu mamy pił jeszcze parę lat , aż do dnia w którym znalazł się w szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Pomyślał sobie Boże – jak tu umrę to nikt nawet nie przyjdzie na mój grób. Tam podjął decyzję!!!
-Panie Boże jak wyjdę z tej choroby to rzucę palenie i picie – przysięgam!
Słowa dotrzymał – znalazł pracę w ochronie zakładu i ułożył sobie życie z nową partnerką. Tłumaczył Kasi, że po tym co zrobił jej matce – wstyd i obawa przed odrzuceniem spowodowały, że nie podjął próby pojednania z matką i córką.Potem dowiedział się od brata ,że była żona też ułożyła sobie życie z innym mężczyzną i ma z nim dziecko – córkę Beatę. Zosia – druga żona ojca bardzo polubiła cudownie odzyskaną córkę męża i ma z nią bardzo dobry kontakt. Trochę jej matkuje – jakby chciała jej wynagrodzić to zło , którego doświadczyła w młodości.Po roku – po raz pierwszy w trakcie rozmowy telefonicznej powiedziała cześć tato.Teraz po 3 latach kontaktów – spędzają razem zawsze I dzień Świąt Bożego Narodzenia , imieniny i często bywają u siebie.Karolina stała się ulubienicą dziadka. Jest normalnie – tak jak w rodzinie być powinno.

OPATRZNOŚĆ czy PRZEZNACZENIE?

6

Jadę do Warszawy, pociągiem relacji Kołobrzeg-Kraków. Na peronie żegna mnie Małgosia ze łzami w oczach-pocieszając, że wszystko będzie dobrze, wierzę w to głęboko choć cel wyjazdu Instytut Onkologii nie budzi dobrych skojarzeń.

W Słupsku większość przedziałów prawie pusta,wsiadam i zajmuję miejsce przy oknie . Naprzeciwko siedzi młoda kobieta – niezbyt urodziwa, ale jak się potem okazało o gołębim sercu.

Po wymianie zdawkowych uwag o celu podróży , poczułem lekki głód i zacząłem szukać przygotowanych kanapek .Rozczarowany poszukiwaniami , dzwonię do żony  z komórki i dowiaduję się , że kanapki zostały w domu.

Słysząc to sąsiadka zadeklarowała swoją pomoc .

-Podzielę się z panem – szepnęła.

-Dziękuję nie odmówię.

-Proszę bardzo-powiedziała podając mi jedno ze swoich kanapek.

Następne przystanki wypełniają przedział, jedną z pasażerek jest starsza zakonnica, siedząca w drugim końcu przy wejściu.

Drzwi do przedziału otwiera steward z wózkiem .

-Kawa,herbata,czekolada, kakao.

Zakonnica zamawia kawę dla siebie i siedzącej obok sąsiadki.

-A pan co pije?

-Ja poproszę herbatę.

Przy płaceniu- zakonnica nie chce wziąć pieniążków, mówi,że jeszcze dziś nie zrobiła żadnego dobrego uczynku.Ten będzie pierwszy.

-Dziękuję bardzo,tyle tylko mogę zrobić- no może będę mógł jeszcze siostrze opowiedzieć nieprawdopodobną historię, która wydarzyła  się w moim życiu.

Był rok 1967 studiowałem wtedy w Olsztynie ,wraz z moją pierwszą żoną Teresą, któregoś dnia zapytała mnie ,czy pojadę z nią na ślub jej kuzyna Tadeusza Mrówki do Warszawy.

W związku z dużym opóźnieniem pociągu  nie zdążyliśmy na początek ceremonii. Trafiliśmy zatem  na salę z sutą zastawionymi stołami gdzie były 3 wolne krzesła, które zajęliśmy .

Po mojej lewej stronie siedział starszy pan w wieku 50-60 lat.

Toasty wznoszone przez gości- ośmieliły mnie do rozpoczęcia rozmowy z sąsiadem.

-Ja też jestem w jakiś sposób związany z Warszawą zagaiłem rozmowę.

Spojrzał na mnie jakoś dziwnie , ale pozwolił na kontynuację wynurzeń.

-Tu jest pochowany mój ojciec ,który zginął w 1939r. W obronie Warszawy.

-Ja też walczyłem w obronie Warszawy-odpowiedział.

-Mój ojciec walczył na Pradze,w Pułku Dzieci Warszawy ,do którego został wcielony po bitwie pod Mławą, gdzie XX Dywizja Piechoty,w skład której wchodził jego Działdowski Batalion Obrony Narodowej poniosła ogromne straty i jej niedobitki przebiły się do Legionowa, a potem do Warszawy.

-A jak nazywał się pana ojciec, bo ja też byłem w Pułku Dzieci Warszawy i walczyłem w okolicy dzielnicy Utrata na Pradze.

Tak jak ja Andrzej Urban,noszę po nim imię-odpowiedziałem.

Po mojej wypowiedzi zapadła cisza, a sąsiad siedział zszokowany i milczał jak grób. Po upływie dłuższego czasu -cedząc słowa powiedział.

-Ja byłem świadkiem śmierci pańskiego ojca .

Szok tym razem ogarnął mnie,zbladłem nie mogąc z siebie wydusić słowa .W tym momencie czułem się jak bokser po otrzymaniu piekielnego ciosu w głowę -zaniemówiłem.

Siedziałem tak przez dłuższą chwilę w końcu przemówiłem.

-Jak to?

Wiem z relacji mojej matki, której koledzy ojca zwrócili zegarek i obrączkę, że zginął 28 września 1939  r. w ataku na bagnety dostając pociskiem w usta. Dokładnie w miesiąc po rozpaczliwym pożegnaniu w Wylazłowie .

-Niech pan powie jak to było , skoro pan był przy jego śmierci?

-Jest wesele ,nie jest to dobra pora rozpamiętywania tak tragicznych wspomnień.

Proszę mnie nie naciskać, powiem to panu jutro, niech pan przyjdzie do mojego domu na kawę.

Pożyczył od gospodarza długopis i wręczył mi karteczkę z adresem swojego domu. Emocję ,których doświadczyłem uniemożliwiły mi sen [noc miałem z głowy]

Następnego dnia zjawiłem się u mojego weselnego rozmówcy, podawszy kawę zaczął snuć dalszą część opowieści.

W pierwszej kolejności, zweryfikował opowieść mojej matki co do wojskowego stopnia mojego ojca, który według mojego interlokutora miał stopień starszego sierżanta.

-Ja byłem jego podkomendnym, pamiętam dobrze jego wzburzenie po ogłoszeniu decyzji kapitulacji Warszawy. Nie mógł się z tym pogodzić, gdyż na naszym odcinku Niemcy nie zanotowali żadnych sukcesów. Rozkaz jednak to rozkaz i zrobiwszy zbiórkę plutonu odprowadził nas na punkt zdawania broni. Karabiny ustawialiśmy w kozły lub rzucaliśmy na stos, podoficerowie i oficerowie pistolety wrzucali do wiklinowych koszy stojących w pobliżu.

Ojciec pana – wyjął pistolet z kabury i spokojnym ruchem wsadził do ust naciskając na spust. Wystrzał – nawet niezbyt głośny i cichy stuk upadającego ciała wzbudziły poruszenie w szeregach stojących nieopodal oficerów i żołnierzy . W kilka chwil wokół leżącego ciała zaczęli gromadzić się żołnierze otaczając go coraz większym kręgiem .Stojący bliżej pozdejmowali z głów rogatywki ,cisnący się z tyłu dopytywali się -co się stało ,co się stało?

-Ktoś się postrzelił!

-Sanitariusz, gdzie są sanitariusze-rozległy się głosy. Do otaczającego ciało tłumu zaczęli przeciskać się dwaj sanitariusz z torbami. Dobrnąwszy do środka -pokiwali przecząco głowami- jakby chcieli powiedzieć , my tu już nie jesteśmy potrzebni .Do stojącego zbiegowiska podbiega jakiś oficer niemiecki,w stopniu kapitana ,wyjmuje z kabury pistolet i ruchami rąk i okrzykami raus, raus ,raus- zaczął rozpędzać rosnący tłum.Krzyknął do stojących w pobliżu żołnierzy niemieckich żeby przynieśli nosze , na które my Polacy złożyliśmy zwłoki pańskiego ojca. Hauptman wydał kolejny rozkaz o przykryciu ciała kocem i odniesieniu go w pobliże stojących nieopodal ciężarówek. Tłum żołnierzy ponaglany przez Niemców powoli rozchodził się do szeregów i tylko tam prowadzono ściszone rozmowy .Kto to był- kto popełnił to samobójstwo-to nurtujące wszystkich pytanie , przewijało się w różnych konfiguracjach wśród zgromadzonych.W końcu -ktoś z jego plutonu -wymienia nic nie mówiące nazwisko-Urban.Urban nazwisko to jak echo powtarzane w kolejnych szeregach-Starszy sierżant Andrzej Urban. Choć nie urodziłeś się w Warszawie,a w dalekim Galowie, ale teraz już jesteś na pewno pełnoprawnym żołnierzem Pułku Dzieci Warszawy.  Przy śmierci pana ojca było jeszcze wielu kolegów, mam kontakt ze Staszkiem z Siedlec,który ma tam zakład stolarski, może potwierdzić moją opowieść- chce pan jego adres?

-Oczywiście – ołówkiem zanotowałem jego adres na okładce książeczki PKO. Silne emocje, których doznałem spowodowały, że wszystko zaczęło mi się układać w jedną logiczną całość.

Daty zgonu ojca nigdy nie łączyłem z kapitulacją Warszawy, ponieważ wiedza moja w tym temacie nie była wystarczająco dobra.. Przecież to co przekazano matce było tylko półprawdą.

Rozumiem też intencje posłańca, niechcącego przysporzyć jej większego bólu. Podał jej wersję bardziej strawną dla wdowy.

Przez długie lata nie mogłem pogodzić się z decyzją ojca.

Wiem, że wiedział o ciąży żony. Zmobilizowany 28 sierpnia . Matka była  już wtedy w  trzecim  miesiącu ciąży. Ślub majowy grób gotowy – tak mi mówiła moja matka mająca obecnie 96 lat.

Po latach zrozumiałem, że  postępowanie  Ojca wynikło z wychowania w idei miłości Ojczyzny, którą tak ukochał – przecież był zagorzałym piłsudczykiem. Początkowo oprócz informacji o śmierci Ojca nie wiedzieliśmy na jakim cmentarzu złożyli jego prochy. Dopiero siostra Hanka mieszkająca w Warszawie , na moja prośbę wszczęła poszukiwania grobu. W końcu odszukała jego pochówek na Cmentarzu Bródnowskim w grobie NN.

W tej alei są 2 groby NN /w jednym pochowano 18 , a w drugim 11 żołnierzy/. .

Stoję pomiędzy dwoma pomnikami i zadaję sobie pytanie „gdzie leżysz ojcze” ?

Przeczucie podpowiedziało mi , że w tym drugim/11 żołnierzy/.

Przykro mi, że ja Twój pośmiertny potomek nie mogę Ci wystawić nawet skromnego pomnika upamiętniającego Twoja bohaterską śmierć Ojcze.

Niejednokrotnie zadaję sobie pytanie, co sprawiło że znalazłem przy tym weselnym stole człowieka,który opowiedział mi całą prawdę o Twojej śmierci. Prawdopodobieństwo tego zdarzenia jest jak wygrana w Totka , a jednak to niezaprzeczalny fakt , który miał miejsce.

Stąd na usta ciśnie się pytanie? PRZYPADEK to, OPATRZNOŚĆ czy PRZEZNACZENIE.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 tommek