Na tak postawione pytanie odpowiedź może być tylko jedna -oczywiście świadczą o tym setki , a może tysiące przykładów z którymi wszyscy się spotykamy na codzień . Z naukowego punktu widzenia zespół niekorzystnych zjawisk zdarzających się jedno za drugim nie ma logicznego umotywowania w nauce , ale fakt jest faktem . Mój pech zaczął się od lotniska w Gdańsku , gdy żona poprosiła po odprawie celnej .- Daj ten dowód osobisty , bo jeszcze go zgubisz ? Lekko oszołomiony [czynnościami związanymi z odprawą celną]  i kolejnym lotem do Edinburgha-[bez większych oporów ]przekazałem dowód osobisty w ręce Gosi  . Jedziemy schodami ruchomymi do sali oczekiwania na odlot. Będąc na miejscu , małżonka zauważa ,że niestety nie ma mojego dowodu ! Pierwsza myśl , która się pojawia , zaginięcie dowodu osobistego musiało nastąpić w trakcie jazdy schodami ruchomymi, a dowód wpaść gdzieś w szczelinę pomiędzy ruchomymi stopniami .No to wyjazd ,mam z głowy .Tysiące myśli kłębi się w mojej głowie ….. Schodzę „pod prąd” ruchomych schodów i w odległości trzech kroków widzę leżący kartonik dowodu , a więc lecę !! Kamień spadł mi z serca , tym razem szczęście w nieszczęściu uśmiechnęło  się do mnie -chwała mu za to .Pozostała część podróży ,przebiegła już bez większych problemów i zawirowań .Podróż powrotna Edinburgh -Gdańsk nie byłaby niczym nadzwyczajnym , gdyby nie „powtórka z rozrywki „- czyli niespodziewany atak „komunikacyjnego pecha”, ale do rzeczy. Wszystko zaczęło się od wypatrywania na tablicy odlotów , bramki z której będzie dokonywana odprawa przed wejściem na pokład samolotu. Czas nieubłaganie płynie , a na naszej tablicy nie wyświetla się spodziewana informacja w końcu pojawia się informacja o opóźnieniu odlotu i udaniu się do bramki 1K . Tumult jaki się zrobił po tej informacji zobligował nas do szybkiego przemieszczenia się do bramki , która jest w odległości 200-300 m . od miejsca naszego pobytu. Tłumek około 200 osób z bagażami zaczyna się przemieszczać w wiadomym kierunku , moja szybka żona rwie do przodu , a ja za nią . No dotarliśmy do oznaczonej bramki i jesteśmy na przedzie kolejki . Po kilku minutach pojawia się informacja , że odprawa lotu Edinburgh – Gdańsk będzie się odbywać z bramki o numerze 6.W tył zwrot- idziemy z powrotem do miejsca z którego kilkanaście minut temu wyszliśmy .Tym razem ci którzy byli w kolejce ostatni są oczywiście pierwszymi , my zamykamy ten długi ogonek.Opóźnienie samolotu to już pełna godzina , przewidywany czas przylotu do Gdańska nastąpi po godzinie 22 .W trakcie lotu pilot z powodu gęstej mgły , zmienia kierunek lotu i leci nad Bornholmem i Łebą .Lądujemy jednak szczęśliwie i po wyjściu z samolotu w hali odpraw spotykamy niesamowity tłum oczekujących na odprawę pasażerów . Mgła spowodowała ,że niemal równocześnie wylądowały trzy maszyny stąd ten tłumek 600 osób. Stoimy w kolejce . ja za panią z 4-5 letnią dziewczynką powoli zbliżając się do funkcjonariusza służby celnej .Naraz kolejne perturbacje , celnik żąda od pani metryki urodzenia dziecka , którą ta ma ją gdzieś zakamuflowana w walizce i po jej ukazaniu tłumaczy ,że powinna mieć jakiś dokument ze zdjęciem dziecka bo może to być n.p. dziecko komuś porwane ! Szlak mnie trafia , włączam się do dyskusji z celnikiem na temat  ewentualnej „porywaczki dzieci”, a czas płynie . Pasażerowie stojący za nami przeszli do innych kolejek i my jako ostatni opuszczamy halę odpraw .Idziemy do czekającego na nas mikrobusu i tu znowu pech nas dopada. Kierowca stwierdza ,że do Ustki może zabrać tylko jedną osobę  [moją żonę ] bo ma tylko w samochodzie 9 miejsc , a na liście która ma od od właściciela firmy Eltrans ona figuruje. Podenerwowana Gosia pokazuje mu wykupione bilety na przejazd do Ustki , ten dzwoni do właściciela i w efekcie końcowym po porozumieniu z współpasażerami , na trzy osobowym siedzeniu siadamy we czwórkę .W ten sposób docieramy, około godziny 1 w nocy, już bez żadnych przygód do celu naszej podróży .