Rankiem 26 września cała 20 została sprowadzona do sierżanta Leona Zellnera zastępcy kpt.Abwehry Rademachera celem spakowania swoich rzeczy. Po szczegółowej rewizji na wartowni dowiedzieli się , że w asyście strażników i 2 pracowników gestapo z Dortmundu zostaną załadowani na  ciężarówkę  obozową  i odwiezieni na dworzec w Warburgu.W trakcie niezbyt  długiej jazdy w atmosferze  lekkiego podniecenia  rozgorzała dyskusja do jakiego obozu tym razem  ich przewożą .Tadeusz po niemiecku zapytał  jednego z konwojujących ich strażników o cel ich podróży  -  ten odpowiedział , że nic niestety na ten temat nie wie .Atmosfera była podniosła , bo nikomu w najśmielszych przypuszczeniach nie jawił się końcowy cel ich wyjazdu , o którym już wkrótce się dowiedzą . Po dojeździe na warburgski dworzec wachmistrz Steinert wyprowadził jeńców na dworzec i przekazał ich grupie żandarmów , której przewodzili 2 urzędnicy gestapo z Dortmundu .W trakcie przekazywania krigsgefangenen usłyszeli słowa ,że nie są już odtąd jeńcami wojennymi , ani wojskowymi i że są w tej chwili pod władzą policji . Jeden z gestapowców podszedłszy do Steinerta i na jego pytanie dokąd wiozą jeńców odpowiedział , do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie . Całą tę  rozmowę , prowadzoną ściszonym głosem słyszał Tadeusz i w ten sposób poznał cel ich podróży. W trakcie przekazywania jeńców jeden z gestapowców pozwolił sobie w perfidny sposób zadrwić z uciekinierów cytuję : „Skupcie się teraz na sobie bo tu możecie jeszcze zapalić  jednego ,ostatniego papierosa w swoim  życiu „. Znana jest relacja naocznego świadka konwojującego naszych jeńców żandarma z Eissen [pow.Warburg ] Wilhelma Hoeckiego , który otrzymał rozkaz stawienia  się na dworcu o godz 5,30 z zapasem pożywienia na 4 dni cytuje :” Gdy przybyłem na dworzec w Warburgu , znajdował się tam już porucznik żandarmerii Luellemann z Warburga . Prócz niego znajdowało się tam 7 naszych żandarmów , a mianowicie wachmistrz Kiehl z Borlinghausen , pozostali byli rezerwistami , nazwisk nie pamiętam .Wszyscy oni pochodzili z Warburga . Na dworcu por. Luellemann oświadczył ,że będziemy eskortować transport więźniów . Zauważyliśmy samochód  ciężarowy ,w którym znajdowało się 12-14 polskich oficerów [faktycznie 20] .Potem zostaliśmy podporządkowani komisarzowi kryminalnemu i sekretarzowi z Dortmundu [gestapo ] niestety nazwisk ich  nie znam .Po opuszczeniu maszyny skuto jeńców po dwu kajdankami ręcznymi , po czym zaprowadzono ich do pociągu .Zapytałem komisarza dlaczego prowadzi się oficerów zakutych .Odpowiedział mi ,że takie są zarządzenia z Berlina .Gdy wyraziłem co do tego wątpliwości , pokazał mi to na piśmie .O ile sobie przypominam, to dokument ten pochodził z Urzędu Krajowej Policji Kryminalnej w Berlinie .                                                                                                                                        Podczas jazdy nawiązałem rozmowę z pewnym porucznikiem [ adiutantem 17 p.p.] , który płynnie rozmawiał po niemiecku . Powiedział ,że polscy oficerowie są oburzeni i on dziwi się , że w związku z ich ucieczką zakuto ich w kajdany jak zbrodniarzy *.Przy następnej przesiadce  w Kassel usiłowałem uzyskać zezwolenie na rozkucie . O ile sobie przypominam to już w Kassel prowadzono ich rozkutych . Na mój wniosek komisarz wyraził na to swoje zezwolenie . Już w Warburgu komisarz oznajmił nam ,że udajemy się do Buchenwaldu . Nasz transport dojechał aż do Weimaru .Funkcjonariusze obozu buchenwaldzkiego  przejęli tam od nas oficerów .Oficerowie SS odtransportowali ich na samochodach ciężarowych .Przewożeni oficerowie pochodzili z obozu w Doessel .” W trakcie jazdy pociągiem Tadeusz poinformował kolegów o podsłuchanej rozmowie na dworcu dotyczącej celu ich podróży .Jeszcze wtedy nikt z nich nie wiedział  co to jest K.Z. Buchenwald i dyskusja pomiędzy nimi , była pełna chęci poszerzenia swojej wiedzy o tego typu obozie. Jedni  twierdzili ,że to jest obóz o zaostrzonym rygorze , drudzy że to obóz pracy [przesłanki do takiego rozumowania przekazał im na dworcu w Warburgu komisarz gestapo stwierdzając , że nie są już Krigsgefangenen ].Rozmowa Tadeusza z wachmistrzem żandarmerii W.Hoeckiem w całości potwierdziła ostateczny cel ich podróży , a o obozie K.Z.Buchenwald  wie on niewiele – mówią ,że jest to obóz przymusowej pracy .Tak na tych rozważaniach upłynął im czas następnego etapu relokacji jakim był Weimar . Na dworcu weimarskim  transport jeńców przejęła uzbrojona grupa butnych SS manów , która po skuciu ich kajdankami nie szczędząc obraźliwych słów zapędziła ich do dwu samochodów ciężarowych , które wyruszyły w stronę Buchenwaldu .                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               *Wilhelm Hoecke w swoich zeznaniach popełnił kilka błędów spowodowanych pewnymi lukami w zawodnej jednak pamięci.Rozmowa , którą przeprowadził z polskim oficerem adiutantem 17 p.p. płynnie rozmawiającego po niemiecku  to rozmowa z ppor.Tadeuszem Osieckim , który jako jedyny z dwudziestki jeńców był adiutantem 32 p.p. władającym bezsprzecznie bardzo dobrą niemczyzną – abiturienta  warszawskiej SGGW. Na liście 20 jeńców  przewożonych do K.Z. Buchenwald nie ma żadnego oficera z 17p.p.