Nie sposób nie wspomnieć o incydencie, który miał miejsce w trakcie prac „wykopaliskowych ” i mógł unicestwić cały jakże precyzyjny plan ucieczki. Otóż któregoś dnia po apelu trójka jeńców wchodzących do baraku w którym rozpoczynał się podkop została nakryta przez prowadzącego obchód komendanta płk.H. Brinkorda . Błyskawiczna ucieczka z miejsca  spotkania i błędne odczytanie ich intencji pozwoliły [po pewnym czasie] na kontynuację prac podkopowych. Komendant  wydał pisemne oświadczenie  , że trójka oficerów , której niestety nie udało się zidentyfikować i  zatrzymać  starała się ukraść znajdujące się w baraku kartofle co jest rzeczą ze wszech miar naganną nie przystającą  randze oficera .Dochodzenie w tej sprawie skończyło się na szczegółowej rewizji najbliższego baraku do którego wpadła trójka uciekinierów . Po kilku dniach, gdy sprawa przycichła roboty zostały wznowione. Dzień za dniem przybliżał ich do końca prac rozpoczętych przez  Anglików . Po małych perturbacjach związanych z  potężnym głazem , który pojawił się nagle na trasie drążonego tunelu , którego w żaden sposób nie udało się usunąć, podjęto  decyzje o poszerzeniu tunelu zmieniając nieco jego kierunek . W końcu sznur pomiarowy wskazał ,że są pod fundamentem baraku w którym zaplanowano właz wyjściowy .W międzyczasie artysta grafik ppor.Edward Dodacki  [jeden z uciekinierów] zakończył prace związane z wykonaniem stosownych dokumentów ,które były wykonane tak starannie , że nie budziły żadnych podejrzeń co do ich autentyczności. Ubrania cywilne były już dawno uszyte z farbowanych koców  przez żołnierzy krawców , którzy pracowali w przy obozowych warsztatach . Pozostało tylko przebicie od dołu cienkiego fundamentu baraku i oszalowanie deseczkami z piętrowych łóżek [podtrzymujących materace] otworu wyjściowego .Po przedstawieniu kpt.Wasilewskiemu raportu z prac z zakończenia  budowy tunelu – podjęto ostateczną decyzję co do daty ucieczki. Wybrano datę  19 września  1943 r.Nikt nie wiedział ,że równolegle do ich podkopu , toczą się prace przy kopania tunelu przez drugą grupę jeńców , których podkop był w stadium znacznie mniej zaawansowanym.Pułkownik Kowalczewski dowiedziawszy się o tym podjął jedynie słuszną decyzję o połączeniu obu grup w jedną – stąd tak duża ilość [47] uciekinierów .W dniu planowanej ucieczki, uważny obserwator zauważyłby pewien stan podniecenia wśród jeńców, a w szczególności wśród tych biorących udział w ucieczce. Po apelu wieczornym wszyscy uciekinierzy zgromadzili się w budynku , który stał najbliżej baraku gdzie mieściło się wejście do tunelu ucieczkowego. Przemieszczanie się grupy 47 osób trwało dobrą godzinę , a odbywało się pojedynczo lub po dwu , góra trzech pod nadzorem kolegów  obserwujących zachowanie niemieckich strażników .Wokół baraku rosła mała plantacja słoneczników , która ułatwiała ukrycie się uciekinierów , którzy wchodzili do baraku przez otwarte okienko w piwnicy . Po zgromadzeniu się wszystkich uciekinierów zaczęto przygotowywać się do wejścia do tunelu . Zaczęli się rozbierać jedni do spodenek inni do „rosołu „bo wiadomo było ,że po przeczołganiu 45 metrów tunelu człowiek jest tak upaprany wilgotną ziemią , że wygląda jak nieziemski stwór .Wcześniej zgromadzone bagaże ,zostały w dniu poprzedzającym ucieczkę za pomocą sznura przeciągnięte do baraku znajdującego się za podwójnym rzędem drutów w t.zw. obozie zewnętrznym .Dla ich szybszego zidentyfikowania były wyposażone w odpowiednie znaczniki zrobione ze sklejki w postaci trójkątów,kwadratów  , kółek ,prostokątów z odpowiednią ilością karbów , aby łatwo było w ciemności móc zidentyfikować swój bagaż . Zdjętą odzież związano w węzełek , przywiązywano  sznurkiem do tylnej nogi ,lub czołgając się popychano przed sobą . Jednym z pierwszych ,który przeczołgał się na tamtą stronę był ppor.Wincenty Kawalec , którego zadaniem była pomoc w wyciąganiu kolejnych uciekinierów z podkopu jak również po zakończeniu- stosowne maskowanie miejsca ich wyjścia .Czas na przemieszczenie się tego odcinka podkopu wynosił średnio 15 minut , ale w trakcie trwania czołgania zdarzył się wypadek zasłabnięcia [ na skutek niedotlenienia ] jednego z uciekinierów , którego trzeba było wyciągać za nogi z powrotem do włazu . Kpt.Wasilewski zorientował się , że przyczyną takiego stanu rzeczy była zbyt dużo ilość uciekinierów w tunelu i niewydolność systemu wentylacyjnego .Postanowił wpuszczać do tunelu uciekających w większych odstępach czasowych , co przedłużyło znacznie czas przemieszczania , ale już do końca obyło się bez incydentów .Nawet omdlały doszedłszy do siebie zdołał przeczołgać się na tamtą stronę .Pozwolę tu sobie dać opis drogi przez mękę , którą musiał przejść każdy z uciekinierów :Po dostaniu się do baraku przez okienko piwniczne dostałem się do całkowicie ciemnego pomieszczenia , gdzie jakieś wyciągnięte ręce chwyciły mnie za kark i cichy szept poinformował mnie abym udał się za nim .Po przejściu po omacku kilku kroków kazano mi pochylić głowę i z przymocowanym do kostki zawiniątkiem z ubraniem wczołgać się do tunelu .Wszechogarniająca ciemność i bardzo wąski tunel ucieczkowy sprawiały niesamowite wrażenie .Oprócz ciasnoty i ciemności dochodził czynnik podniecenia związany z dostarczaniem organizmowi dodatkowych dawek adrenaliny .Już po przeczołganiu kilku metrów organizm zaczął się pocić ,tak z powodu ograniczonych ruchów rąk w ciasnym tunelu jak również z powodu zaduchu spowodowanego dużą ilością ludzi w tunelu , a także brakiem świeżego powietrza spowodowanego słabą wydajnością miecha nadmuchowego. Droga do wyjścia dłużyła się niesamowicie , pot spływający z czoła zalewał oczy , próby jego wytarcia powodowały , że błoto dostawało się do oczu co powodowało ich  zabrudzenie i straszliwe pieczenie .W połowie drogi docieram do głazu , który muszę ominąć , czuję większe nagromadzenie wilgoci ziemia staje się bardziej błotnista i coraz trudniej przemieszczać się w takiej brei .Na dodatek zbyt długi sznurek z odzieżą zaczepił się przy omijaniu kamienia nie wiem za co bo nic nie widać .Boję się szarpnąć mocno ,bo co się stanie jak sznur puści . Pozostanę nagi- jak w takich warunkach uciekać . Jedyna myśl , która wpadła mi do głowy to poczekać na następnego kolegę , który wyzwoli mnie z tej opresji .Po chwili słyszę sapanie następnego uciekiniera i proszę go o uwolnienie z opresji w której się znalazłem . Prośba spełniona czołgamy się dalej  i czuję powiew świeżego powietrza , a więc to już niedaleko .Mobilizując resztki sił doczołguje się do studzienki gdzie mieści się wyjście i tu koledzy wyciągają mnie za oślizgłe oblepione gliną ręce . Koniec gehenny , potwornie zmęczony, spocony i brudny siadam pod ścianą pomieszczenia , aby dojść do siebie . Serce pracuje na najwyższych obrotach jakby chciało wyskoczyć z piersi wspomagane dodatkowymi dawkami adrenaliny . Powoli się uspokajam , rytm serca wraca do normy , spodenkami wycieram z „grubsza”nagromadzone na ciele błoto i czekam w kolejce na ostatnie czołganie się tym razem za ostatnie druty , otwierające – drogę ku wolności .