Jadę żoną do Słupska celem załatwienia spraw związanych z dofinansowaniem jej aparatu [pod] słuchowego . Wizyta w szpitalu , N.F.Z.  i firmie testującej aparaty zabierają trochę czasu , bo wszystkie te instytucje znajdują się w różnych częściach miasta , a ich odwiedziny też są ograniczone konkretnymi przedziałami czasowymi. Po załatwieniu wszystkich spraw udajemy się do naszej wspólnej przyjaciółki Danusi na proszony obiad w którym również będzie brał udział nasz przyjaciel wyznawca ”Religii Smoleńskiej”, który jako jedyny mimo różnicy poglądów politycznych nie odrzucił naszej przyjaźni [chwała mu za to ].Obiad skromny , ale smaczny wprowadził nas w miły nastrój na tyle , że zaczynamy opowiadać kawały i rozmowa miło toczy się w tym wesołym towarzystwie  .W trakcie tych pogaduszek kolega ” Pisior „opowiada nam historię jaka przydarzyła mu się w jednym ze słupskich kościołów cytuje : Była niedziela , jak zwykle idę do kościoła z myślą , że zaliczę również spowiedź powszechną . Wchodzę  do kościoła przed czasem i widzę nad  konfesjonałem palące się światełko świadczące o obecności kapłana prowadzącego spowiedź. Ucieszyłem się bardzo bo przed konfesjonałem nie zauważyłem żadnej innej osoby – pomyślałem mam szczęście, że nie ma kolejki. Uklękłem mówiąc stosowne regułki  związane z rozpoczęciem spowiedzi , a potem zacząłem wymieniać grzechy , które mi przyszły do głowy . Po zakończeniu spowiedzi już więcej grzechów nie pamiętam i proszę Cię ojcze duchowny o rozgrzeszenie. Nie słysząc zadanej pokuty poprosiłem raz jeszcze sądząc , że kapłan nie usłyszał mojego żalu za grzechy .Odpowiedzią była tylko wszechogarniająca cisza . Podniosłem opuszczoną podczas spowiedzi głowę i zajrzałem w głąb konfesjonału  i  co zobaczyłem …? Puste siedzisko . Duchownego ani śladu -czyżby wyparował .Taka ewentualność nie wchodziła w rachubę  -cudowna transformacja ciała też mało prawdopodobna [ choć nie wykluczona ].Konsternacja i zdziwienie zamieniło się w wszechogarniające uczucie rozweselenia. Spowiadałem się do pustego konfesjonału, a palącą się lampkę zostawił przypadkowo ksiądz , który kilkanaście minut temu tu siedział , a wychodząc zapomniał ją zgasić .Podczas kolędowania rozmawiałem z kapłanem z mojej parafii o tej  historii związanej z tą wyjątkowo oryginalną  spowiedzią i uśmialiśmy się serdecznie .Widzisz kolego, gdybyś był prezbiterianinem -wyznawcą Szkockiego Kościoła Katolickiego to Twoja spowiedź byłaby uznana za ważną .Bo tam każdy z wierzących wyznaje swoje grzechy przed Bogiem , a nie jego urzędnikiem .Po kilku tygodniach bohater tej  opowieści  [ przeczytawszy ją na moim blogu ] wyraża w obecności Danusi P. swoje niezadowolenie , że nazwałem go pisiorem i zwolennikiem „religii smoleńskiej”. Odpowiem Ci Henryku krótko . Boli Cię nazwa pisior , którą nazwałem ciebie , równocześnie wysoko tolerancyjny jesteś wobec słów twojego guru Naczelnika Polski Kaczyńskiego , który nas inaczej myślących wyzywa od zdradzieckich mord i kanalii.To ciebie nie boli , że twoich przyjaciół poniewiera pseudo patriota , który każdego 10 bierze w kościele komunię , a potem na „manifestacji patriotycznej” w bezczelny sposób obraża nas ludzi , którzy mu tą demokrację wywalczyli .Czy nie dostrzegasz tej hipokryzji i zakłamania , którymi Cię karmią te media pro pisowskie . Obudź się przyjacielu i popatrz na to swoimi oczami , a nie przez pryzmat tego fałszu , którymi Cię karmi Kurwizja. My przyjaciele i rodzina ,będziemy zawsze przy Tobie , a „religia smoleńska ” na pewno odejdzie na śmietnik historii- to tylko kwestia czasu .

Andrzej  Urban