Po tej  kwietniowej pechowej próbie ucieczki , zapanowała wśród uciekinierów chwila przygnębienia . Tuż  przed jej realizacją tyle mozolnej pracy poszło na marne .  Okres przygnębienia trwał jednak krótko , bo już w maju 40r.   w głowach uciekinierów powstała nowa wizja realizacji ucieczki tym razem bez żadnych podkopów . Nikt już nie powie , kto wpadł na ten pomysł. Być może , był to pomysł zbiorowy  powstały w wyniku  ” burzy mózgów ” , na jednym z kolejnych zebrań uciekinierów . Pomysł polegał na przedostaniu się do kanału centralnego ogrzewania , którego wyjście było w nieukończonym budynku poza drutami obozu .  Tym razem na głównego organizatora ucieczki  wybrano rotmistrza Łukaszewicza , który miał za zadanie koordynowanie wszelkich działań związanych z przedsięwzięciem . Zabezpieczeniem wejścia do studzienki kontrolnej  była metalowa klapa zamykana na kłódkę ze specjalnym skoblem. Odległość od drutów zewnętrznych wynosiła około 6 m. Wszystko byłoby proste , ale jak nie budząc podejrzeń dostać się do klapy , która leży na terenie otwartego placyku..? Tadeusz zapalony brydżysta wpadł na pomysł , by zorganizować turniej na świeżym powietrzu . Stolik przykryty długim  zielonym kocem będzie stał nad klapą włazu do kanału centralnego ogrzewania i maskował prace związane z piłowaniem skobla kłódki .Zadaniem towarzystwa zgromadzonego wokół stołu było pilnowanie , by nikt niepowołany nie zbliżał się do stolika , oraz głośnym komentowaniem zagłuszać dźwięk piłowania skobla kłódki [co trwało niezbyt długo ]. Po sforsowaniu kłódki por. Szymański dostał się do kanału i powędrował w głąb. Po przejściu 10-11 metrów zatrzymał się przed grubą kratą zamykającą wyjście  już za drutami obozu . Kolejne dni to prace związane z piłowaniem kraty. Dzięki  częstym zmianom prace nie trwały długo. 10 maja wszystko było gotowe .Kraty przepiłowane na samym dole i na bokach , oraz podpiłowane na górze jednym kopnięciem mogły być wyważone , a tuż za nimi już tylko wolność . Ucieczkę wyznaczono na 13 maja , tuż po apelu 21 jeńców wślizgnęło się do studzienki i przemieściło się w kierunku wyjścia. Trzech będących najbliżej , leżąc nogami wyważyli podpiłowane kraty i weszli do niewykończonego budynku . Po wyjściu całej grupy zaczekali , aż ściemni się na tyle , żeby bez zwrócenia uwagi siedzących na wieżyczkach wartowników  można  było bez problemu opuścić budynek. Ciemność  od czasu  do czasu rozświetlana była snopem światła z znajdujących się na wieżyczkach strażniczych reflektorów . Uciekinierzy czekali z niecierpliwością na kolejne oświetlenie przedpola , zdając sobie sprawę , że potem nastąpi długa przerwa z której trzeba skorzystać ,aby w spokoju oddalić się od obozowych drutów . Opuszczanie budynku przez 21 uciekinierów trwało dosyć długo ,ostatni opuścili go około godziny 24. Tadeusz  z kolegą trenującym biegi opuścili miejsce tymczasowego pobytu jako jedni z ostatnich . Szybko nadrobili utracony dystans do tych wychodzących znacznie wcześniej .Mieli dużo szczęścia bo  niewielka pokrywa chmur na niebie umożliwiła wzejście księżyca , który akurat znajdował się w pełni. Plan ich przewidywał jak najdalsze oddalenie się od oflagu Arnswalde i przeczekanie dnia w ukryciu w jakimś stogu lub lasku , aby w nocy kontynuować wędrówkę w kierunku Polski . Kierując się mapą wyrysowaną na kawałku chusteczki do nosa, postanowili poruszać się wzdłuż nasypów kolejowych omijając szerokim łukiem znajdujące się na nim stacje .Zdawali sobie sprawę , że wszystkie dworce na ich trasie ucieczki są szczególnie kontrolowane przez żandarmerie . Kierunek ucieczki  wyrysowany na ich mapkach to Wałcz, Piła ,Bydgoszcz, Toruń ,Płock .Pierwszego dnia , a właściwie nocy przebyli około 30 km biegnąc i maszerując . Świt zmusił ich do rozglądania się za miejscem ewentualnego noclegu . Znaleźli go w samotnie stojącej szopie z sianem na dużej sródleśnej polanie , w pobliżu nasypu kolejowego .Pełni wrażeń , po zjedzeniu sucharów ze smalcem  przez dłuższy czas nie mogli zasnąć prowadząc ciche rozmowy zakopani w resztkach ubiegłorocznego siana .W końcu zmęczeni tak długim marszem i biegiem zasnęli snem kamiennym budząc się późnym popołudniem . Po wybudzeniu i zregenerowaniu sił , w czym  pomógł im kolejny posiłek ruszyli w dalszą drogę .Tym razem szli skrajem lasu wzdłuż którego biegł  nasyp z torami , popijając wodę  z mijanych strumyków . W końcu las zamienił się w łąki i pola. Na widnokręgu zauważyli łunę , charakterystyczną dla miasta . Odtwarzali z pamięci mapę okolicy i doszli do wniosku , że to musi być Deutsch Krone  [Wałcz].Miasto ominęli łukiem przechodząc obok leżących w sąsiedztwie dwóch dużych jezior .Przed nimi długi  odcinek  pozbawiony pokrywy leśnej , więc znacznie trudniejszy do przebycia . Pogoda jednak im sprzyjała . Noc znów okazała się księżycową co w sposób znaczący ułatwiło im poruszanie . Biegiem i marszem przebyli jakieś 20km , kiedy to w okolicy miasta Schneidemuhle  [Piły ] natrafili znowu na rozległy kompleks leśny . Po wyminięciu miasta idąc wzdłuż nasypu kierującego się w stronę  już polskiej Bydgoszczy natrafili na stojącą na skraju lasu „ambonę myśliwską ” gdzie [ po wspięciu się po drabince]  spędzili kolejną noc . Noc była dość chłodna , dlatego przytuleni do siebie okryci kocem trochę drzemiąc , częściej jednak trzęsąc  się z zimna przetrwali do świtu . Po posiłku  doszli do siebie podejmując kolejny bieg. Chcieli się rozgrzać i znaleźć miejsce w którym mogliby naprawdę się wyspać. Po kilkunastu kilometrach , kiedy już słońce było dosyć wysoko i  temperatura wzrosła postanowili się przespać na nieskoszonej łące , gdzie ostała się jeszcze niepełna kopka ubiegłorocznego siana . Po rozłożeniu się i przykryciu , otumanieni zapachem kumaryny , a i może ze zmęczenia zapadli w długi, głęboki i spokojny sen. Było już dobrze po godzinie 20, gdy obudzili się z twardego snu wyspani, ale głodni. Kolejny dzień spędzony bez ciepłego jedzenia tylko suchy prowiant i woda nabierana  z mijanych potoków . Spożywając posiłek dyskutowali o dalszej części trasy wpadają na plan , .by dalszą drogę przebyć pociągiem.Rozumowanie ich jest proste. Minęło już  kilka dni Niemcy już z pewnością nie są  tak czujni , aby nas ująć .Kupimy bilety w kasie jakiejś małej stacyjki , gdzie nie ma napewno pilnujących  policjantów i wsiądziemy do wagonów . Okazja nadarzyła się niebawem , gdyż na trasie ich wędrówki znalazła się stacyjka niezbyt wielkiej osady Friedheim  [Miasteczko Krajeńskie ]. Tadeusz znał bardzo dobrze język niemiecki ,podszedł do kasy celem zakupienia dwu biletów na pociąg  udający się do Płocka przez Bydgoszcz , Toruń,Włocławek. Po wymianie zdawkowych zdań i uiszczeniu opłaty za bilety udał się do poczekalni do oczekującego  na niego Józka .Poczekalnia była pusta , a najbliższy pociąg miał zatrzymać się na stacji za 1,5 godziny .                                                                                                                                                    -Mam bilety [powiedział ściszonym głosem].                                                                            -Nie było żadnych komplikacji z ich zakupem..?                                                                   -Wyobraź sobie ,że nie .Kasjerka wyjątkowo miła wypisując blankiet uśmiechała się do mnie , a to chyba dobrze rokuje .                                                                                         -No to się jeszcze zobaczy ..?                                                                                                           -Tadek może byśmy coś zjedli ,bo przemożny głód daje mi się we znaki .                      -Nie ma sprawy do przyjazdu pociągu zostało nam jeszcze sporo czasu tak , że Józeczku rozpoczynamy „ucztę dworcową „. Powiedziawszy to zaczął rozpakowywać [na ławce na której siedzieli ] zbierane przez długi okres pobytu w obozie zapasy przygotowane na tą chwilę .Po zjedzeniu posiłku Józek udał się do toalety  .Będąc w środku usłyszał ostre hamowanie podjeżdżającego pod  stację auta i gwar głosów wyskakujących z niego ludzi. Domyślił się ,że to nie może być nikt inny jak tylko miejscowa policja , którą prawdopodobnie zawiadomiła urocza kasjerka ,lub zawiadowca stacji.Wyście z kibla to natychmiastowe aresztowanie , uciekać jak najszybciej póki nie jest za późno . Staje na sedesie , otwiera niewielkie okienko przez które ledwie się przecisnął i wyskakuje na drugą stronę stacji jeszcze nie obsadzoną przez policję . Biegnie przez kilkanaście minut w tempie sprinterskim . Zatrzymuje się potwornie  zmęczony  nie widząc żadnych oznak pogoni. W tym czasie aresztowanego Tadeusza skuto w kajdanki i zaprowadzono do stojącego obok wejścia samochodu . Tymczasem policja poszukując drugiego uciekiniera wyważa drzwi do toalety -niestety pomieszczenie jest puste , a otwarte okno świadczy o ucieczce jeńca .Dalsze poszukiwania nie przyniosły rezultatów bo Józek odbiegł dostatecznie daleko żeby go można było dostrzec . Po badaniach na posterunku w  Sneidemuchle  [Piła] i zawiadomieniu obozu w Arnswalde [Choszczno] osadzono Tadeusza w areszcie policyjnym . Józkowi szczęście sprzyjało podczas ucieczki natrafił na niewielkie polskie gospodarstwo , w którym go nakarmiono i przenocowano-pozostal tam kilkanaście dni i w końcu trafił do Warszawy , celu swojej podróży . Następnego dnia po Tadeusza przyjechało  2 strażników z oflagu Arnswalde , którzy skutego przetransportowali pociągiem do obozu . Ukarany został zgodnie z regulaminem trzy tygodniowym aresztem , o zaostrzonym rygorze w postaci 10 minutowego spaceru dziennie , czarnej niesłodzonej kawy i 2 kromek chleba na śniadanie i kolację ,oraz miski zupy i dwu kromek chleba na obiad.Koledzy z obozu przekupili roznoszącego posiłki strażnika papierosami i czekoladą [otrzymywaną z paczek Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża ] tak ,że w areszcie Tadeusz miał lepsze jedzenie niż pozostali jeńcy .Po zakończeniu kary komendant podjął decyzję o przeniesieniu Tadeusza do obozu leżącego znacznie dalej od granic ziem Polski . Wybrał obóz w bawarskim miasteczku Murnau , dokąd  wraz ze złapanymi kolegami został przez lokalnych strażników przewieziony. Oflag VII A Murnau jawił im się jako obóz wyjątkowo sympatyczny ze względu na jego położenie nad malowniczym jeziorem  Staffelsee  , a w tle widocznymi górskimi szczytami  Alp Bawarskich . W obozie powitano ich niezwykle serdecznie , byli lokalnymi bohaterami zapraszanymi na szereg spotkań w których musieli opowiadać o swoich przygodach związanych z ucieczką .Nie można przejść do opisywania dalszych losów Tadeusza Osieckiego nie przybliżając oflagu VII A Murnau , jego organizacji, umiejscowienia i budynków z których się składał.