Zdaniem  żony chodzenie na spacery z pieskiem to mój zafajdany obowiązek . Chociaż nigdy mi tak nie powiedziała , ale tak to czuje . Funkcję tą sprawuje od lat [ trzy razy dziennie ]- zachęcany codziennymi przekonywaniami  żony , będącej najlepszym  ”adwokatem swojego pupila”.  Nie będę tu opisywał całej jakże złożonej drogi przekonywania mnie o  stosowności pory odbycia kolejnego spaceru. Posługiwanie się argumentami  natury anatomicznej , a gdyby ci tak „zakręcić kranik ” to ciekawe jak byś się czuł – pobudza  moje komórki wyobraźni , a moc takiego argumentu jest powalająca ! Te i podobnej treści argumenty stawiają mnie do pionu i zaczynam się ubierać . Figuś idziesz na spacerek ? Nie bardzo  trafia to do głuchnącego z każdym miesiącem psa. Informację trzeba kilkakrotnie powtarzać w tonacji znacznie wyższej . W końcu leniwe psisko , ponaglane przez  swoją panią gramoli się z legowiska na kanapie i łaskawie bez zbędnego pośpiechu podchodzi do drzwi wejściowych . Droga do sąsiadującego z domem lasku trwa kilka minut . Wiadomo , że po drodze piesek musi zaznaczyć teren swojej codziennej wędrówki w sposób wszystkim wiadomy. Lasek zasypany śniegiem wygląda tak jak powinien wyglądać zimą  , nieliczni spacerowicze snują się jego alejkami pojedynczo , lub w towarzystwie swych pupili.  Na jednej z alejek spotykam dobrą znajomą Ulę S. będącą na spacerze z dwójką piesków . W trakcie wymiany zdań na temat mojego ostatniego felietonu zostaje skomplementowany , a tym samym zobligowany do przybliżenia  tematu ostatniego artykułu w gazecie MdM o tytule:Tak naprawdę nic się nie stało, a dotyczącego meandrów i zawirowań „trwałych ” przyjaźni.  Żeby przybliżyć ten temat , trzeba cofnąć się w czasie do lat 89-90   rodzącej się polskiej  demokracji  i  rodzimego biznesu. Tym razem na własne żądanie odchodzę z przedsiębiorstwa , które w stanie wojennym pod rządami „mojego przyjaciela ” potraktowało mne wyjątkowo obcesowo  wyrzucając z zakładu pracy nadając równocześnie nobilitujący mnie tytuł elementu antysocjalistycznego . Po kilku dniach dostaje pismo potwierdzające moje zwolnienie  z nieco inną motywacją . Nie ma tam już nic o elemencie antysocjalistycznym , tylko suche i lakoniczne stwierdzenie o zwolnieniu ze zmilitaryzowanego zakładu pracy za działalność polityczną ..! Uchwałą Sejmu i Senatu w 1989r zostaje przywrócony do pracy i przyjęty przez „mojego przyjaciela” w stanie głębokiego podenerwowania  niezręcznością sytuacji w której się znalazł. Wolność , wolność lat  90 uderzyła i mnie do głowy. Zaczynamy z żoną zakładać własny interes.Rejestruje hurtownie zajmującą się obrotem papierosami , potem zmieniamy branże na odzieżową . Dziś na samą myśl o początkach naszej działalności ogarnia mnie fala śmiechu , bo kto zakłada hurtownię dysponują.c „maluchem” i przewożąc na jego dachu kartony papierosów .Fiat 126p nasz środek transportu wyglądał zabawnie bo na skutek ładowania na bagażnik dachowy [różnej branży towaru] był wyższy niż dłuższy , co niejednokrotnie budziło falę śmiechu wśród obserwujących go przechodniów .Pierwsze przebranżowienie to zakup w Łodzi kilkunastu sztuk skarpetek , które sprzedajemy na zaimprowizowanym na ul.Marynarki Polskiej targowisku.  Nie będę tu opisywał działalności utworzonej „firmy „, bo tematem jest zagadnienie z goła innej natury. Bohaterów  tego felietonu poznaliśmy w niecodziennych okolicznościach . Jemy  obiad w przydrożnej restauracji Paloma w Pabianicach , gdy do naszego stolika przysiada się młody człowiek przedstawiający się jako Janusz K. i proponując nam współpracę w temacie szytych przez niego welurowych dresów .Po sfinalizowaniu oferty producent przekonuje nas , aby odwiedzić jego przyjaciół , którzy są producentami skarpetek . Jedziemy tam i poznajemy właścicieli firmy Teresę i Grzegorza K. , którym przypadliśmy do gustu na tyle , że w stosunkowo krótkim czasie zaczęliśmy stawać się coraz  częstszymi  gośćmi i wreszcie na wyraźną prośbę Tereski znaleźliśmy u nich stałe miejsce zakwaterowania  , podczas naszych przyjazdów po towar .Kolejnym dowodem na rozwój tego związku były posiłki , którymi byliśmy częstowani przez gospodarzy .Dowodem zaufania do nas było powierzanie nam opieki nad domem podczas ich wyjazdów służbowych jak również uczestnictwo w wydarzeniach związanych z celebrowaniem  uroczystości takich jak ślub ich latorośli , czy dramatyczne urodziny wnuka . Lata mijały , a nasza przyjaźń stawała się coraz mocniejsza i nic nie wskazywało na to, że może się  kiedyś skończyć. Długie rozmowy w trakcie naszego pobytu u gospodarzy z oficjalnych ,przerodziły się w bardzo otwarte i szczere do tego stopnia , że Grzegorz opowiadał mi historie rodzinne związane ze spaleniem przez niego legitymacji funkcjonariusza U.B., którego właścicielem był jeden z jego kuzynów i konsekwencjach , które spotkały właściciela tytułem utraty tego dokumentu.  Lata mijały hurtownia pomału rozwijała się i już nie maluchem , ale dostawczym Peugeotem Boxerem dowoziliśmy towar z rejonów Łodzi i okolic . Czas biegł nieubłaganie , a wraz z nim zmieniały się zasady funkcjonowania przedsiębiorstw .Firma Teresy i Grzegorza posiadająca niezbyt nowoczesny park maszynowy zaczęła podupadać i właściciele zaczęli coraz częściej rozważać możliwość likwidacji firmy i przebranżowienia się . Sprzedali maszyny do produkcji skarpetek jak również dom w Pabianicach i podjęli decyzję o budowie pensjonatu nad morzem Bałtyckim. W doborze miejsca usytuowania domu brał udział ich sąsiad z Pabianic , który znalazł stosowne działki w Jarosławcu .Tymczasowy meldunek [na okres budowy] zapewniliśmy im my , aby mogli korzystać ze służby zdrowia .Budowa trwała dobre 1,5 roku i po pewnych perturbacjach zakończyła się po myśli właścicieli , którzy zaczęli swój nowy rozdział życia . W związku z zaistniałą sytuacją przyjaźń przeżywała swoje apogeum , cotygodniowe obiady niedzielne raz w Jarosławcu raz w Ustce utrwaliły ją zdawałoby się na stałe .Nasze podróże po Szkocji i Tereski wojaże po świecie , wymiany poglądów na tematy eksploatacji pensjonatu i porady w tym temacie przez moją małżonkę utrwalały ją i hartowały. Co takiego mogłoby się stać żeby ją zniszczyć ..? Na tak postawione pytanie byłoby bardzo trudno odpowiedzieć , bo nic nie wskazywało na to , że ta 20 letnia przyjaźń która przetrwała tak wiele prób , może się zakończyć w sposób tak nieprzewidywalny . Od dawna wiedzieliśmy ,że Teresa i Grześ wyznają ”religię smoleńską”,  ale zawsze podkreślali ,że Macierewicza , Kaczora i Rydzyka nie tolerują .Mając tą wiedzę na uwadze , staraliśmy się możliwie  nie eksploatować tego jakże niewygodnego  tematu . Choć nie ukrywam ,że dochodziło do wymiany poglądów [na tematy polityczne ] i drobnych spięć z tym związanych, Zawsze jednak kończyło się to pojednaniem w duchu chrześcijańskim. Do czasu , kiedy znacznie wrażliwsza żona dostrzegła coś co ją zaniepokoiło na tyle mocno , że postanowiła zweryfikować swoje spostrzeżenia  [dzwoniąc do Tereski] .Pytając czy odpowiesz mi szczerze czemu tak długo nie odzywacie się i unikacie spotkań z nami -usłyszała odpowiedź : Musimy od siebie odpocząć ……Odpowiedź niejednoznaczna , dająca jednak wiele do zrozumienia .Szlak człowieka trafia jak łatwo zniszczyć tak wieloletnią przyjaźń . Nie potrafiła powiedzieć wprost -z braku odwagi  ? Pytanie na które na pewno nie dostanę odpowiedzi . Nie ukrywam , czuje głęboki żal ,  bo darzyliśmy ich wielką sympatią .Traktowaliśmy ich jak bliską rodzinę. Stąd ten głęboki ból , rozczarowanie i myśli co takiego zrobiliśmy , że tak nas potraktowano . Po części pewnie zasłużyłem  sobie  swoim pisaniem i jawnym opowiedzeniem się : „Po jasnej stronie mocy .” Nie mogli zaakceptować ludzi,  którzy mogą  mieć inne zdanie niż ich „jedynie słuszna sprawa ” i choć zapierali się ,że nie utożsamiają się z ich przywódcami -to były to tylko próby maskowania swojej prawdziwej postawy . Taka postawa w długim przedziale czasowym była jednak nie do wytrzymania , a próby unikania powiedzenia wprost co myślą o tej przyjaźni przekraczały ich możliwości …Tchórzostwo , obłuda , kłamstwo i  hipokryzją podlane sosem pseudo patriotyzmu to pryncypia ich „dobrej zmiany ” prowadzące nasz kraj prosto do zapaści ekonomicznej , czego nie mogą zrozumieć ich zaślepieni nienawiścią zwolennicy sekty Pisowskiej ….Mam do was serdeczną prośbę -otwórzcie szeroko oczy i popatrzcie na to jak nas postrzegają inne kraje [z wyjątkiem Węgier] i wyciągnijcie dalekoidące wnioski ……jeśli was na to stać ?