Śmierć jest naturalnym procesem związanym z naszym jakże kruchym bytem tak jak oddychanie , jedzenie , picie czy też miłość .Niestety nie każdemu jest dane oswoić się z nią choć na chwilę ,  żeby móc zaadoptować  [bez trzęsących się łydek , spoconych rąk i przyśpieszonego bicia serca]  jej  okrutnych reguł. Nie potrafimy o niej mówić spokojnie , próbując zaczarować naszą szarą  rzeczywistość i oddalić myśl o niej .Nie mówimy o niej , bo tak nam podpowiada nasz system  obronny mieszczący się w mózgu . Informację o śmierci Henia matki -dostaliśmy od Martusi via Edinburgh.  Jedziemy na pogrzeb matki naszego Heńka do Potęgowa ? Oczywiście inna opcja nie wchodzi w rachubę .Żona trochę marudzi próbując przekonać mnie ,że lepiej będzie jak pojadę sam , bo ona tak bardzo  nie lubi pogrzebów .W końcu , [po tych przekomarzaniach]  podejmuje jedyną słuszną decyzję -,jedziemy.Przygotowania do wyjazdu, przymierzania , prasowania zajmują trochę czasu , ale efekt jest widoczny- żona wygląda jak zwykle bardzo ładnie co nie uchodzi mojej uwadze. Do potęgowskiego kościoła, o stropie w kształcie namiotu wykładanego sosnową boazerią ,przyjeżdżamy przed czasem. Kościół nie ogrzewany, przejmujące zimno .Przed ołtarzem, gdzie są wystawione zwłoki Stefanii J.  wysłuchujemy czytanych „zdrowasiek” do czasu – kiedy dwaj kapłani zaczynają  celebrację mszy żałobnej .Nie widząc go nigdy [znając tylko z opowiadań] na drodze dedukcji -podejmuje próbę  rozpoznania najmłodszego brata Heńka. Bez żadnych problemów informuję Gośkę , że ten szatyn z krótką bródką i wąsami siedzący w trzecim rzędzie to na pewno Piotr C. W trakcie mszy , przed zamknięciem trumny następuje jakże dramatyczny akt pożegnania dzieci ze swą Matką .Sam mam łzy w oczach jak widzę płaczącego Henryka z wielką czułością całującego  zimne ręce rodzicielki . Wielki żal malujący się na jego twarzy mówi wszystko, o traumie jaką przeżywa  . Po zamknięciu trumny i zakończeniu mszy trumna wraz z masą wiązanek i wieńców przewożona jest na pobliski cmentarz .Tam dalsza celebracja pogrzebu i opuszczenie trumny do grobu .Po spełnieniu obowiązku pogrzebowego księża odchodzą , a ja podchodzę do grabarzy prosząc ich o mikrofon bo chciałbym powiedzieć kilka ciepłych słów o zmarłej.                                                                                                                                                     -Szanowni państwo , żeby zaspokoić państwa ciekawość pozwolę się  najpierw państwu przedstawić .Nazywam się Andrzej Urban , obok mnie moja małżonka  Małgosia . Jestem teściem Bartka   syna stojącego  tu obok mnie Henryka .Na tym pogrzebie reprezentujemy nie tylko siebie , ale też naszą rodzinę z Edynburga  Martę i Bartka . Zmarła kobieta -matka  siedmiorga dzieci , to Matka pisana przez duże M. Kobieta której życiorys mógłby być kanwą niejednej powieści czy też filmu.Powieść ta byłaby zapisem jej trudnego , rzekłbym dramatycznego życia pełnego wznosów i upadków , które nie złamały tej jakże kruchej istoty . Życie jej nie oszczędzało zmartwień i trosk , a jednak wychowała tak wiele dzieci na porządnych ludzi z których na pewno w głębi duszy była bardzo dumna. Zastanawiam się nad jednym skąd w tej kruchej i delikatnej istocie wzięło się tyle siły , aby podołać tak tytanicznemu zadaniu .Podsumowując ten trud wychowawczy stała się niemą bohaterką naszych czasów. Żegnamy Cię Stefanio -prawdziwie niestrudzona  Matko tak licznej rodziny do zobaczenia na tym drugim -ponoć lepszym świecie !                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     P.S. W trakcie stypy w Gościńcu Kasztelańskim  poznałem najmłodszego brata Henryka- Piotra zamieszkałego w Żnine i dwie jego siostry .Wszyscy mężczyźni rodu  Czekaj noszą charakterystyczne wąsy -Piotr dodatkowo hiszpańską bródkę to ich znak rozpoznawczy .Wielkim nietaktem byłoby tu nie wspomnienie o córce Czesławie , która poniosła tak wielki trud w opiece nad Matką co z wielkim szacunkiem doceniła cała rodzina .