Dyskusja na temat jak poinformować Zosię o śmierci jej męża trwała do późnych godzin nocnych .Wnioski jakie wyciągnięto z tej dyskusji sprowadzały się do tego , że informację należy przekazać po narodzinach dziecka . Tadeusz ma jej przekazać informację ,że jest w niewoli niemieckiej .                                                             -Synku taka decyzja jest chyba najkorzystniejsza , bo nikt z nas nie może zagwarantować , że wiadomość o śmierci Andrzeja nie wywoła u niej tak wielkiej traumy ,która może spowodować poronienie dziecka . Mielibyśmy ją wtedy „na sumieniu”, bo prawda jak wiadomo użyta niewłaściwie może też zabić .                      -Zgadzam się całkowicie z Helenką .Jemu i tak życia nie przywrócimy , a możemy narobić szkód nieodwracalnych .Proponuje też zachować w nieświadomości jej siostrę Marysię niech obie będą przekonane , że Andrzej jest w niewoli niemieckiej. Tadeusz rozumiem , że tą wersje rozpowszechnimy wśród rodziny w Nicku i Biernatach .                                                                                                                              -Tak tato zgadzam się z wami , uważam że to najsłuszniejsze rozwiązanie .            Następnego dnia po południu Tadeusz składa wizytę wujostwu Tabęckim w Nicku.  W progu dworku wita go uśmiechnięta 8 letnia Anulka pamiętająca go zawsze jako niezapomnianego zapiewajłę wiersza-piosenki : Pan Twardowski na kogucie w jednym „korku” ,drugim bucie .                                                                                 -Mamo , mamo wuj Tadeusz przyszedł !                                                                                       -Bonek [Bonifacy] ! Zobacz jakiego mamy gościa ! Zjesz z nami obiad.  Wejdź proszę co tak stoisz w drzwiach ?                                                                             Serdecznym gestem zapraszając go do saloniku . Temat rozmów mógł być tylko jeden – wojna i jego wojenne losy .Po niedługim czasie, opowiadanie Tadeusza przerwała gosposia Henia  Rosiewicz zapraszając  państwa do pokoju stołowego na obiad. Obiad jak zwykle był bardzo smaczny , bo ciotka Stefania uchodziła w rodzinie za jedną z najlepszych pań domu. Po zakończonym obiedzie towarzystwo przeniosło się do saloniku , gdzie przy herbatce  kontynuowano wcześniej rozpoczętą dysputę .W końcu , po wyczerpaniu tematów i zapadającego   zmroku Tadeusz zaczął  żegnać się z wujostwem nie wiedząc ,że  jest to ich ostatnie spotkanie  w Nicku , gdyż za rok 16 grudnia 1940 roku zostaną brutalnie wyrzuceni z majątku przez okupantów .Przez krótki odcinek drogi towarzyszył mu mały rudy kundelek  Pikuś własność  Haliny i Anulki , który dopiero po wyraźnym poleceniu Tadeusza zawrócił do domu . Pomału zaczął przyzwyczajać  się tak do cywilnego ubrania jak i pobytu wśród rodziny. W kolejnych dniach miał jeszcze złożyć wizytę w majątku ciotki Marii Tabęckiej  [z d.Osieckiej ] w Biernatach . Następnego dnia w godzinach rannych , będąc w „wygódce” znajdującej się na podwórku , przez szparę w drzwiach zobaczył podjeżdżające auto ciężarowe z którego wysiadają  dwaj uzbrojeni niemieccy żandarmi i oficer Wehrmachtu wchodzących do dworku .Wie jedno,że przyjechali na pewno do, lub po niego.  Wychodzić , czy uciekać ? Myśl ta tylko przez chwilę zagościła w jego głowie.  Prostolinijność , uczciwość i honor oficera nie pozwolił mu na inny sposób rozwiązania sprawy .Wiara w podpisany układ kapitulacyjny gwarantując im zwolnienie do cywila zapewniała również nietykalność .Tak mu się wtedy zdawało ? Wyszedł kierując się do dworku , gdzie czekają na niego Niemcy . Zdaje sobie sprawę , że nic dobrego z ich strony spotkać go nie może .W pokoju stołowym podchodzi do niego hauptman  i odczytuje rozkaz Oberkommando der Wehrmacht  [ OKW] podpisany przez gen. Wilhelma  Keitla  , o jego aresztowaniu i przekazaniu do oflagu IIB Arnswalde  [Choszczno]. Po odczytaniu decyzji ,karze mu się ubrać w mundur i szynel. Po zabraniu sprzętu osobistego i pożegnaniu z rodziną odprowadzony zostaje do ciężarówki gdzie przebywa już kilku jego kolegów z innych miejscowości .Pożegnaniu towarzyszy głośny płacz matki , sióstr i łzy w oczach ojca nieświadomego losu swego jedynaka .Po drodze do Działdowa samochód zatrzymuje się jeszcze w kilku miejscach pobytu żołnierzy i oficerów zabierając ich do wnętrza pilnowanej ciężarówki .Znów są w działdowskim KL Soldau stąd w ciągu dwu dni przetransportowani zostaną koleją przez Toruń , Bydgoszcz , Piłę  do miasteczka Arnswalde . Wjazd pociągu na dworzec , gęsto obstawiony  uzbrojoną żandarmerią z psami nie należał do najprzyjemniejszych .Pokrzykiwania strażników obozowych i szczekanie psów mieszały się z głosami masowo przybyłych tu chłopców z Hitlerjugend -złorzeczącym jeńcom i pokazujących niewyszukane gesty  nożami fińskimi .Po uformowaniu kolumny marszowej poprowadzono wszystkich do oddalonego o 2 km obozu oficerskiego Oflag IIB Arnswalde położonego na południowo -wschodnim krańcu miasta . Obóz został założony na bazie koszar 14 pomorskiego pułku piechoty założonego w końcowych dniach października 1939 r.  Powierzchnia obozu to  około 10 m. kwadratowych tylko samego placu apelowego ogrodzonego  podwójnym pierścieniem z drutu kolczastego z 4 wieżyczkami strażniczymi w narożnikach . Zabudowania to 4 dwupiętrowe bloki, sala gimnastyczna , 2 budynki administracji , oraz 4  garaże wraz z dużym placem apelowym .Komendantem w tamtym czasie był płk. Joachim Leboocke , który pełnił tą funkcję od 6.XI 39 r. do 20 .XII.1940 r, a potem objął  funkcję szefa oflagu II w  Gross-Born .Człowiek jak na tamte czasy dosyć zasadniczy i starający się przestrzegać regulaminu –  cytuje jego słowa  : Wy jesteście po to  żeby uciekać , a my żeby was pilnować . Tadeusz jako człowiek otwarty i szczery bardzo szybko nawiązuje kontakty z przebywającymi tam jeńcami i w stosunkowo krótkim czasie zostaje poinformowany o grupie jeńców którzy planują ucieczkę podkopem pod kolczastymi drutami otaczającymi obóz. Mózgiem ucieczki jest znany w obozie por.Szymański -popularny w obozie piosenkarz , który wraz grupą kolegów postanowił dokonać podkopu z sali  [ stojącej obok drutów ogrodzenia],  służącej jako hala gimnastyczna – wewnątrz której mieściła się  również kaplica obozowa.  Codziennie po apelu wieczornym kilku kopaczy schowanych za ołtarzem zostawało na zamykanej  sali  i  zmieniając się co jakiś  czas kopało w zapale tunel.  Ziemię z wykopu w koszach wynoszono po drabinkach gimnastycznych i wsypywano do pustych wewnątrz filarów podtrzymujących strop hali gimnastycznej.  Prace „kopaczy ” przebiegały sprawnie pod okiem pilnujących ich kolegów  , których celem było  śledzenie przemieszczania się niemieckich wartowników -pilnujących i sprawdzających zamknięcie wszystkich zabezpieczonych pomieszczeń obozu . Co jakiś czas oficer dyżurny śledzący bramę i plac apelowym meldował : – Na przedpolu , bez zmian . Mijały dni , a podkop wydłużał się w tempie znakomitym , w końcu „Kret wspaniały ” dał znać , że z jego obliczeń wynika ,że podkop dotarł do drutów obozu i w niedługim czasie znajdziemy się na wolności .Dnia 27 kwietnia 1940 roku w godzinach południowych  nad obozem rozszalała  się burza , ulewa zamieniła glebę w błoto na placu apelowym i pomiędzy budynkami zabudowy pojawiły się liczne jeziorka i strumienie .Błoto zamuliło kanały ściekowe. Cała ta niecodzienna sytuacja , dała sygnał do dziecięcej zabawy biegania po kałużach i pluskania się w nich jeńców niższych szarż . Porucznik  Szymański z smutną miną obserwował te wyczyny rozbawionych kolegów -mając na uwadze  negatywne skutki tej ulewy na podkop -nie tak  dawno zbudowany. W trakcie wieczornej inspekcji , stwierdził zły stan podkopu w postaci licznych szczelin i pęknięć ziemi , pomiędzy deseczkami , stanowiącymi jego szalunek .Ta inspekcja i  zła przepowiednia „Kreta wspaniałego” już  następnego  dnia  miała się zrealizować i przynieść  niepowodzenie  tak długo przygotowanemu  przedsięwzięciu . Podczas systematycznego obchodzenia drutów ogrodzenia obozu, pod jednym ze strażników załamała się deseczka szalunku podkopu i tunel został wykryty.  Niemcy nie wykrywszy sprawców podkopu nie ukarali  nikogo , ale zasypali tunel i przed zamknięciem kaplicy zawsze zaczęli sprawdzać , czy nikt tam nie został . Dzień 27 kwietnia zapisał się w annałach historii oflagu II B Arnswalde jako dzień zmarnowanej [przez przypadek] szansy z takim trudem przygotowywanej ucieczki .