Kolejny poranek zaczął się od nalotów Stukasów , które niczym sępy krążyły nad twierdzą zrzucając śmiercionośne ładunki .Fala za falą jedna odlatuje zwalniając miejsca następnej. Kaponiera w której zgromadziła się większa część załogi fortu „Zakroczym ”chroni obrońców przed bombardowaniami  grubymi betonowymi ścianami , nieprzebijalnymi  dla bomb średniej wielkości ,które  były na uzbrojeniu  myśliwców  .Oprócz huku bomb i wstrząsów , którymi poddana była nasza kaponiera , słychać było serie z przeciwlotniczych karabinów maszynowych i jazgot naszych  działek przeciwlotniczych , umieszczonych na najwyższej kondygnacji. Naraz poprzez huki i trzaski z zewnątrz przebił się krzyk dochodzący z wnętrza, od obsługi działek  i karabinów .To załoga trafiła jeden z nadlatujących samolotów ,który odleciał ciągnąc za sobą smugę czarnego dymu .Tadeusz z grupą nocujących w kaponierze nie mając co robić w przerwach pomiędzy nalotami organizują kuchnię polową. Nagle nadleciała kolejna fala Stukasów powodując potężny wybuch. Bomba , która trafiła w strop bunkra zakołysała całą jego konstrukcją nie czyniąc jednak większej szkody.W godzinach południowych natężenie nalotów zmniejszyło się ,  w końcu zapanowała  cisza.  Załoga wyszła na zewnątrz .Widok  iście księżycowy – okolica usiana lejami po wybuchających bombach  i zniszczonym budynku koszar.Opadający kurz i pył odsłania wnętrze budynku z porozbijanym szafkami i porozrywanymi łóżkami z pościelą  fruwającą jeszcze w powietrzu . W niektórych pokojach poskręcane łóżka tworzą  jakąś upiorną gmatwaninę materaców,pościeli i metalu . Nagle zza rogu uszkodzonego budynku wychodzi koń obsypany pyłem i kurzem , który wlecze za sobą jakąś uczepioną dolnej partii brzucha linkę. Po zbliżeniu się obserwujący  żołnierze dostrzegli potworną ranę brzucha zwierzęcia z której wypadły jelita ciągnąc i zaczepiając o kolejne przeszkody.Równocześnie  kroczące zwierze samo kopytami stawało na poskręcane jelita co powodowało dalsze ich wyciąganie z głębia trzewi zwierzęcia . Koń nie czuje jeszcze bólu bo szok po urazie którego doznał blokuje wszystkie nerwy czuciowe .Tadeusz podszedł do konia wyciągnął z kabury pistolet przystawił go do głowy konia,  pociągnął za spust oddając strzał skracający męki zwierzęcia .Cielsko padającego zwierzęcia o mały włos nie przygniotło go do ziemi. Błyskawiczny  odskok  uratował go przed niechybnym przygnieceniem. Wokół zabitego konia zgromadziła się grupka żołnierzy dyskutując nad dalszym losem zwierzęcia .W końcu powstały dwa przeciwstawne stronnictwa. Jedni chcieli zakopać zwłoki konia ,drudzy chcieli podejść do problemu bardziej praktycznie i po prostu zjeść dobrze odżywione zwierze . Tadeusz widząc , że grupa „spożytkowania ” końskiego mięsa jest większa wydał rozkaz przeciągnięcia cielska bliżej zaimprowizowanej  kuchni. Jeden z żołnierzy będący w cywilu rzeźnikiem postanowił dokonać rozbioru końskiej tuszy i spożytkować mięso .         -Związać nogi zwierzęcia liną i przeciągnąć !                                                                    Żołnierze zaczęli rozglądać się za jakimiś linami i w końcu jeden z nich przypomniał sobie , że w koszarach w magazynku podręcznym jest zwój lin. Po przyniesieniu związali koniowi nogi i w 10 zaczęli ciągnąć cielsko konia , które ze względu na nierówności  stawiało spory opór.Podczas ciągnięcia jeden z żołnierzy poślizgnął się na trzewiach zwierzęcia i upadł jak długi na plecy w pył placu apelowego .Padając na plecy zaczął przez chwilę machać rękom i nogami jak pajac ,co wzbudziło u pozostałych salwę śmiechu . Pomoc w postaci podanej ręki przez najbliższego kolegę zakończyła zabawną scenkę .Przeciąganie martwego zwierzęcia odbyło się już bez większych problemów. Jeszcze tylko rozbiór tuszy, w co zaangażował się nasz żołnierz dobierając sobie pomocnika .Pozostali zobligowani zostali do przyniesienia odpowiedniej ilości misek do mycia na pozyskane mięso . Pozostałą część końskiego szkieletu zakopano w jednym z wielu kraterów po bombach .