Kolejny dzień pobytu wiąże się z zbiorową wyprawą do historycznego miasteczka  Queensferry  ,będącego  obecnie  dzielnicą Edynburga . Stara [zabytkowa]  część  mieści się pomiędzy dwoma istniejącymi mostami kolejowym i samochodowym .Kolejowy to najstarszy most tego typu nie tylko w Szkocji , ale i w Europie .Obok drogowego , buduje się trzeci  most , który ma usprawnić jazdę samochodem .Filary już są zbudowane, trwają prace przy budowie pomostów . Zwiedzaniu miasteczka towarzyszy piesze przemieszczanie się wzdłuż niezbyt długich uliczek położonych na stoku lokalnego wzgórza .Mijamy fantastyczny ratusz z zegarem , liczne sklepiki  i urokliwe kamieniczki tworzące fantastyczny klimat tego miejsca . Nagle staje zaszokowany widokiem pary młodożeńców robiących ślubne zdjęcie .Pan w historycznym kilcie  panna młoda w fantastycznej sukni ślubnej. Nie mogę się oprzeć temu widokowi , żeby go nie uwiecznić ! Chodzimy uliczkami ,tego „zaczarowanego  miasteczka” i odkrywamy jego ciekawostki , a to wąziutkie ślepe uliczki , a to spowite w girlandy kwiatów puby , a to malowniczo usytuowane lokalne pomniki w mini ogródkach , bądź zjazd  motocyklistów przed kolejnym pubem.Wszystko to na tle mostów i potężnej zatoki Firth of Fort. Podczas robienia zdjęć uchwyciłem , pewien napis mający bardzo ciekawe skojarzenia dotyczące mężczyzn ? Jeszcze tylko wyprawa do portu skąd odpływa kursujący po zatoce statek , który płynie na wyspę Inchcolm z dobrze zachowanymi ruinami opactwa , a potem wokół akwenu zatoki .Szczęka nam opadła jak zobaczyliśmy cennik takiej wycieczki , nie będę tu straszył czytelników , a szczególnie emerytów dlatego nie podam kosztów. Z  wilczym apetytem zjadamy kanapki sporządzone przez naszą  ”karmicielkę ” popijając jakąś wodą mineralną i nasyceni strawą duchową i fizyczną wracamy do Hutchison House .Kolejną wyprawa-zorganizowana przez Bartka do uniwersyteckiego miasteczka Saint Andrews , leżącego po drugiej stronie zatoki nad Morzem Północnym .Żartuje , że to moje miasto i nie Oni , ale ja Ich do niego zabieram . Cała rodzinka w komplecie sadowi się w Nissanie i ruszamy z kopyta .Nasz słabo opłacany kierowca , prowadzi jak zwykle nad wyraz pewnie .Most w Queensferry  przejeżdżamy w miarę bezpiecznie , choć olbrzymie przydrożne tablice informują o bardzo silnym wietrze ! Siłę tego wiatru poznajemy dopiero na miejscu nad Morzem Północnym .Zakładamy kaptury na głowę bo wieje jak cholera i zaczynamy zbierać muszelki na plaży. Muszle sercówek są znacznie większe niż nasze bałtyckie. Związek przyczynowy bardzo prosty, większe zasolenie morza zwiększa wzrost wszystkich organizmów żywych żyjących w takim akwenie. Odpływ  odsłania znaczną część skalistego brzegu , porośniętego brunatnymi plechami  morszczynów .Wysokie klifowe wybrzeże porośnięte żonkilami , stwarza niepowtarzalny klimat tego miejsca , czego nie może zburzyć nawet nasilający się sztorm , połączony z silnymi szkwałami. Wychłostani potwornym wiatrem , rejterujemy z plaży i idziemy zwiedzać miasto .Pierwsze kroki kierujemy do spalonej [w okresie refomacji  kościoła] katedry. Z przepięknej katedry niewiele zostało .W niebo sterczy kikut wieży katedralnej , niemy oskarżyciel podpalaczy.Zwiedzamy jej wypalone wnętrze i przykatedralny cmentarz .To wszystko co zachowało się do naszych czasów .W drugiej kolejności zwiedzamy muzeum miejskie .W skromnym parku stoi pomnik- jakże bliskiej nam postaci gen. Władysława Sikorskiego. Zatrzymujemy się i czytamy po angielsku i polsku słowa wyryte na jego cokole.Patronat nad pomnikiem objął wizytujący Saint Andrews – prezydent Lech Wałęsa .Spod pomnika idziemy do muzeum , gdzie zapoznajemy się z ekspozycją artefaktów znalezionych w okolicznych miejscowościach .Są tam groty włóczni z epoki brązu , ale też liczny zbiór monet z czasów średniowiecznych królów Szkocji.Jest tam też topór katowski i liczne pamiątki dotyczące męczeńskiej  śmierci świętego Andrzeja , od imienia którego wzięło swą nazwę miasto.Kolejne muzeum akademickie  związane z tamtejszym Uniwersytetem , o znacznie bogatszej ekspozycji pełnej artystycznie wykonanych buław  ze srebra i złota , symboli godności kolejnych rektorów z XV i XVI wieku.Wśród ciekawych eksponatów natrafiam na mnóstwo artystycznie wykonanych srebrnych niewielkich tarcz, upamiętniających kolejne akademickie mistrzostwa w strzelaniu z łuku. Jest też szereg zdjęć i rycin upamiętniających rozwijająca się uczelnię i związanych z nią ludzi, w tym znakomitych jej sponsorów .Podziwiając znajdujące się tam okazy , zapominamy o czasie , o którym delikatnie przypomina nam obsługa . Pełni wrażeń opuszczamy mury muzeum jako ostatni , odprowadzani wzrokiem zniecierpliwionej trochę załogi .Podróż wehikułem czasu zakończona. Czas wrócić do rzeczywistości .Podróż do Edynburga zamyka kolejny dzień szkockich wojaży.IMG_060520150413_171746

20150413_175906

DSC08046

DSC08059

DSC08072

DSC08040

DSC08015

DSC08041IMG_043120150413_17484420150413_172356