Zanim  przejdę do tematu tej niesamowitej historii – muszę rozpatrzyć pewien problem natury etycznej i moralnej. Pytanie brzmi – czy kradzież  złodziejowi  jest kradzieżą?? Odpowiedz na tak postawione  pytanie  jest z pewnością  niejednoznaczna. Analizując jeszcze bliżej tę sytuację zetkniemy się z problemem moralności Kalego : „Jak Kali ukraść krowę to dobrze, ale jak Kalemu ukraść krowę to bardzo źle”. Nie kończąc tematu moralności – przejdę do historii , która  zdarzyła się w czerwcu  1945 roku w Ustce.  Miasto liczyło wtedy 3000 mieszkańców w tym 570 Niemców – na ogół  ludzi   starszych , którzy ze względu  na swój wiek i zdrowie nie nadawali się do służby nawet w volkssturmie . Rosyjska okupacja była oczywista – robili co chcieli. Pierwszą poważną rzeczą , której dokonali w Ustce , była kradzież torów kolejowych relacji  Rowy – Sławno , które po demontażu wywieziono do ZSRR. Pozostały tylko nasypy , na których  częściowo przebiega szlak rowerowy   tzw. ” szlak zwiniętych torów”. Równocześnie  wywożono różnego rodzaju maszyny,urządzenia fabryk ,meble, traktory, sprzęt  rolniczy – jak również trzodę chlewną. W czerwcu na łąki-pomiędzy Ustką a Przewłoką [ gdzie dziś buduje się osiedle domków jednorodzinnych ] przypędzono duże stado   „trafiejnych” krów celem wywózki do „Sajuza”. Przepędzanie krów  na wymienione łąki obserwowało wiele mieszkańców Ustki, ale szczególne zainteresowali się nim dwaj nasi bohaterowie -Marian  Zgardziński  i Jerzy Ziarkowski .-Marian popatrz  , tylko dwu ruskich  pilnuje takiego dużego stada .Choć pogadamy z nimi może uda się odkupić od nich jakąś  tłustą krowę, to na mięsie sporo zarobimy.
-Słuszaj drug ,kak ciebia zwód.
-Mienia Aleksandr.
-Aleksandr nie chociełby ty nam prodać adnu korowu.
-Nu szto wy. Nasz oficier eto czełowiek oczeń sieroźny. Ja nie magu wam prodać. Idzicie, idzicie.
Wobec tak niefortunnie zakończonych negocjacji ,sprawa zarobienia niezłych pieniędzy oddaliła się, wtedy Jurek niespodzianie wyszedł z propozycją nie do odrzucenia.
-Marian , a jak byśmy im jedną krowę podpiepszyli z tego stada ,to ruskie się nie doliczą – zobacz ile tu ich jest.
-Jak się nie doliczą? Widzisz ,że na łbie każdej krowy olejną niebieską farbą wypisany jest kolejny numer.
-Jak jednego numeru nie zobaczą to pomyślą , że się pomylili w liczeniu.
-Niegłupi pomysł -może ty masz rację, ale trzeba to zrobić wieczorem, gdyż w czasie dnia zbyt wiele ludzi kręci się po mieście i może nas ktoś przyuważyć?
-Dobra tak zrobimy.
Po dobrym rozpoznaniu terenu zaczęli realizować swój plan. Rosjanie stado krów na noc , trzymali w prowizorycznej zagrodzie z kolczastego drutu, a sami biwakowali na jej skraju.Do przecięcia drutu wystarczyły dobrze zaostrzone obcęgi.Czynności tej dokonali w trakcie robienia przez Rosjan kolacji w namiocie.Przecięty drut nie udało się naprawić ze względu na mocne jego naciągnięcie.Krasulę wybrali okazałą – wagi około 500 kg. Po zmroku przyprowadzili ją do Zakładu Masarskiego usytuowanego przy dzisiejszej ul. Sprzymierzeńców. Szef zakładu i rzeźnik Czarnkowski , którego dobrze znali powiedział:
-Marian ja dziś uboju tej krowy nie mogę dokonać bo popatrz jak jest ciemno.Muszę też zawołać pomocnika a on mieszka na drugim krańcu Ustki. Zrobimy to jutro przyjdźcie rano to pomożecie.Dobra?
-O.K przyjdziemy może być koło dziewiątej.
-Fajnie to jesteśmy umówieni.Cześć.
Rankiem następnego dnia ,dwaj przyjaciele w drodze do ubojni spotykają jadącego na rowerze kolegę.
-Serwus Jurek-dziś rano ruskie szukali po całej wsi krowy, którą ktoś im podprowadził z zagrody na łące.Byli i u mnie w gospodarstwie, jakieś pół godziny temu i z ich rozmowy zorientowałem się , że po przeszukaniu zagród w Przewłoce udadzą się do ubojni w Ustce , bo tam złodzieje też mogli ją przyprowadzić. Wiadomość ta sparaliżowała ich na kilka sekund,ale nie dali tego po sobie poznać.Szybko pożegnali się z kolegą przyspieszając kroku , a potem zaczęli biec.Zdyszani wpadli do ubojni, gdzie Czarnkowski z pomocnikiem już przygotowywali się do uboju.
-Panie Czarnkowski ,panie Czarnkowski-ruskie szukają tej krowy i niedługo mogą tu przyjść.Trzeba ją gdzieś na razie schować -powiedział rozdygotanym głosem Jurek.
-Uspokój się ,co się stało stało, skąd macie taką wiadomość?
Marian opowiedział jemu całą historię usłyszaną przed chwilą.
-Faktycznie sprawa wygląda groźnie ,nie ma co ukrywać , ale gdzie tu ukryć zwierzę -przecież to nie szpilka!
Blady strach padł na wszystkich jak zaczęli mówić , że w tą sprawę może wmieszać się N.K.W.D.
-Może na strychu w stojącej nieopodal parterowej chałupie Czarnkowskiego co?
-Pomysł nie głupi-ruskim do głowy nie przyjdzie tam szukać krowy. Tylko jest jeden problem jak tak dużą krowę wciągnąć po stromych schodach na strych?
-Dwóch musi ją ciągnąć za obrożę na szyi , a dwóch popychać jej zad.Innego wyjścia nie ma.
Łatwo powiedzieć , gorzej zrealizować-szczególnie ,że pośpiech w tym przypadku był szczególnie wskazany. Krowa z przywiązanymi do rogów linami i obrożą na karku ciągnięta przez Czarnkowskiego i pomocnika , a zad krowy popychali Jerzy i Marian. Wobec nieuchronnie zbliżającej się kontroli ruskich i panującego napięcia nerwowego ich język też zaczął się radykalizować.
Trzy pierwsze schody grupa pokonała stosunkowo sprawnie. W ich połowie zaczęły się kłopoty i komplikacje .Ciągnięta za szuję i rogi krowa z wywalonym ozorem i wybałuszonymi oczyma , nie wytrzymała zafundowanego jej stresu .Z głębi trzewi zwierzę wydało głośne pierdnięcie , a potem strugą krowiego łajna obfajdała „straż tylną”.
-Kurwa mać, ale nas urządziła !!!
-Marian trzymaj mocno bo jak puścisz ,to te spadające cielsko nas zabije!!!
-Zachciało się nam pier……wołowiny!!
-Jeszcze tylko kilka schodów-krzyczał Czarnowski.Damy radę !
Dobrnęli do końca schodów i sapiąc z ogromnego wysiłku powoli zaczęli dochodzić do siebie. Widok Jerzego i Mariana był straszny i śmieszny .Obsrane krowim łajnem twarze,włosy,ubrania stwarzało z nich postacie upiorne i wręcz monstrualnie odrażające.    Wszechogarniający smród ,był nie do zniesienia i przyprawiał o mdłości.Jedyną rzeczą względnie czystą ,były ich plecy.
-Idźcie na dół do domu -zmyć z siebie to gówno, my sobie z pomocnikiem jakoś poradzimy.
Po ich zejściu na dół , krowa również doszła do siebie dając znak nieustającym głośnym ryczeniem.
-Musimy ją tu zabić -bo cała nasza robota pójdzie na marne. Jak ruskie tu przyjdą to ją usłyszą! Leć tylko migiem ,po ten długi ostry nóż i przynieś balię na posokę.Pomocnik skoczył do ubojni.Czarnkowski w tym czasie przymocował krowę linką do belki podpierającej dach. Po powrocie pomocnika rozpoczęli jej ubój. Z wprawą zawodowca -ostrym jak brzytwa nożem poderżnął krowie gardło,z którego chlusnęła struga krwi do podstawionej balii. Krowa gwałtownym szarpnięciem zerwała [słabo w pośpiechu] umocowaną linkę i zaczął się taniec śmierci! Rzucająca się zaczęła demolować strych ,uszkadzając więźbę dachową i zwalając w kilku miejscach dachówki.Chlustająca z tętnicy szyjnej krew zbryzgała nie tylko cały strych , ale również uczestników uboju.Po wykrwawieniu krowa padła, a jej oprawcy zaczęli ucinać łeb z numerem , aby całkowicie uniemożliwić jej identyfikacje.Po wykonaniu tych czynności schodzili ze strychu w kolejności jako pierwszy pomocnik z krowim łbem , który miał za zadanie zakopać go w ogródku, drugi Czarnkowski zlany krwią zabitej krasuli.Przy schodach stała jego małżonka ,która zobaczywszy go w takim stanie ,o mało nie straciła przytomności. Sądząc ,że szalejąca krowa poraniła jej męża. Nie było zbyt wiele czasu na rozmyślania. Boss zrzucił przesiąknięte krwią ubranie obmył twarz i przebrał się w czystą odzież. W niedługim czasie do ubojni wkroczyła ruska ekipa dochodzeniowa.Po rozmowach z Bossem i bezskutecznym przeszukaniu pomieszczeń wyszli klnąc i złorzecząc.
Całemu zdarzeniu – zza gęstych firan przyglądali się [siedząc w gatkach i podkoszulkach] dwaj nasi uszczęśliwieni ,obrotem sprawy  bohaterowie Marian i Jerzy.