Krakanie Jaruzelskiego-szefa W.R.O.Ny na tle polskiej flagi z białym orłem – ze smutno zwieszonym dziobem-uświadomiło mi,że ten stan ducha ,w którym znalazłem się wraz z milionami rodaków -nie zapowiada nic dobrego. Mowa tronowa w T.V. według jednych przywódcy puczu -według drugich zbawcy ojczyzny-nie napawała optymizmem?
Ble ,ble ,ble o kraju stojącym na krawędzi przepaści i inne tego typu sformułowania – nie poruszyły mnie tak mocno, jak idące za tym działania.
Następne dni pokazały , że stan wojenny to nie przelewki. Aresztowania -głównie działaczy „S”, militaryzacje -niektórych zakładów pracy [w tym mojego], kartki na żywność,papierosy ,paliwo,cenzura prasy,rozmowy kontrolowane,agresywna propaganda w umundurowanej T.V.-to tylko niektóre z niedogodności , które zafundowała nam nowa władza „szeryfa” Jaruzelskiego.
W zmilitaryzowanych zakładach -szereg idiotycznych przepisów, nocne dyżury, księgi raportów, przepustki, obchody terenów zakładu pracy-ogólna paranoja. Nad wszystkim
czuwa W.R.O.N.a- a właściwie wojskowy zarządca komisaryczny zmilitaryzowanego zakładu pracy kpt. Paweł Gnat. Ten przydługi tytuł idealnie pasuje do jego krótkiego ,a jakże wymownego nazwiska.
Andrzej -kłopoty to twoja specjalność. Usłyszałem kiedyś z ust kolegi .To stwierdzenie jak zły omen miało się niedługo urzeczywistnić.
W przedsiębiorstwie wielkie poruszenie dzień 15.03.82r. przejdzie do historii zakładu.
„Spęd” kierownictwa wydziałów, oddziałów i działów świadczy o ważnej roli -jaką do wizyty Czerwonych Bonzów z ministerstwa Gospodarki Morskiej przykłada dyrekcja i komisarz.
Komplet dyrektorów biega w tą i z powrotem jakby za chwilę, mieli wylądować w kiblu z powodu rozstroju żołądka. Oczekiwana „Świta” z min. J .Korzonkiem na czele w końcu przybywa na salony. Spotkanie otwiera Naczelny Krzysztof Buss- rozpływając się w serdecznościach związanych z powitaniem tak znakomitego gościa i takie tam ble, ble ble. Aktyw partyjny przygotowany do zadawania pytań szczerych i otwartych, a ja myślę -jakie pytanie zadać ministrowi. Strzelam z dubeltówki:
-Panie ministrze od lat pracuje w tym przedsiębiorstwie i nie mogę zrozumieć , dlaczego władza zafundowała nam militaryzację zakładu. O ile się orientuję to my tu produkujemy filety z ryb i ich przetwory, a nie czołgi , czy inny sprzęt wojskowy!W tym czasie dostałem potężnego kopniaka w kostkę od 1 sekretarz P.O.P. Wiesława Jakubowskiego,który miał mnie przywrócić do porządku. Mętne tłumaczenie ministra-nie wywarły na mnie żadnego wrażenia – w przeciwieństwie do komisarza kpt. Gnata , który już wtedy dostrzegł prawdziwe oblicze wroga klasowego.
Wziąwszy mnie na celownik ,tylko czekał na moje potknięcie i w niezbyt długim okresie czasowym doczekał się.
Któregoś dnia wraz z grupą członków Rady pracowniczej wystąpiliśmy do dyrekcji -stosownym pismem o odwieszenie Rady Pracowniczej. Pismo wywiesiłem na tablicy ogłoszeń w dziale administracyjnym.
Burza ,która się rozszalała w 12 stopniowej skali Beauforta, miała najwyższy stopień. Komisarz Gnat uznał to działanie za nielegalną działalność w czasie stanu wojennego .Konsultacje w tej sprawie były prowadzone na szczeblu generalskim .Rozpatrywano -różne koncepcje [w tym otwartą koncepcję procesu politycznego ] a na razie mnie i Jurka Czynsza wyrzucono z zakładu pracy .Dziwnym zbiegiem okoliczności tylko my dwaj byliśmy aktywnymi członkami zdelegalizowanej „Solidarności”-pozostali dwaj nie. Chciałbym czytelnikom przybliżyć nieco postać Jerzego Czynsza -szlachetnego człowieka -więźnia obozu koncentracyjnego w Stutthofie, który w niedługim czasie [po wyrzuceniu z pracy] zmarł na zawał serca.
Pamiętam jego pogrzeb, wraz z Narcyzem Goniszewskim nieśliśmy jego trumnę.
Od 32 lat -co roku w Dzień Zaduszny modlę się na Jego grobie i zapalam znicz.
Ostatnio miałem przyjemność spotkać jego małżonkę – z którą serdecznie powspominaliśmy Jurka. Pierwszy dokument informujący mnie o wyrzuceniu z pracy zawierał sformułowanie , że jestem elementem antysocjalistycznym .Drugi, który przyszedł za kilka dni nie zawierał już tych słów .Widocznie komisarz kpt. P. Gnat po kilku dniach
zreflektował się , że popełnił gafę – stąd to drugie pismo. Przecież „Władza Ludowa”nie może zwalniać z pracy swoich przeciwników politycznych ? W międzyczasie doszły mnie słuchy , że sprawa może się nie skończyć na wyrzuceniu z pracy – bo rozważana jest możliwość procesu politycznego.
W tej sytuacji inicjatywę przejął mój szwagier Ryszard L. ,który uruchomił swoje znajomości z lekarzem psychiatrii. Za 20-30 minut pod dom podjechała karetka pogotowia -odwożąc mnie do Szpitala Psychiatrycznego w Słupsku. Tam z braku wolnych łóżek położono mnie w izbie przyjęć-na stole zabiegowym i zaaplikowano mi zastrzyk. Efekt był taki że obudziłem się następnego dnia w południe ,po zjedzeniu obiadu -powtórka z rozrywki , czyli znów zastrzyk. Tak było przez kilka dni. Sądzę , że lekarze liczyli się z możliwością ewentualnej wizyty nieproszonych gości- stąd takie
ich postępowanie. Po upływie trzech dni-dostaję łóżko i zakwaterowanie w pokoju z dwoma pacjentami.
-Cześć – mam na imię Andrzej od dziś będę waszym współlokatorem.
-Jurek Z.
–Czesław W.
–To łóżko przy drzwiach będzie twoje.
–Dzięki.
–Torbę możesz położyć na szafie ,albo pod łóżkiem .
–Chyba położę pod łóżkiem -bo wygodniej będzie sięgać po jej zawartość.
Po wymianie tych kilku grzecznościowych zdań zaczęły się szczere męskie rozmowy.
–Dowiedziałem się , że jeden z nich jest dyrektorem Zjednoczenia Hutnictwa i Metalurgii-drugi bratem byłego działacza „S’ , który niechlubnie zapisał się w historii słupskiej „Solidarności”.Obaj są tu na odwyku alkoholowym. Towarzystwo
znakomite element antysocjalistyczny i dwaj alkoholicy.
Zaczynam poznawać pacjentów.
Stefek – przemierzający [tam i z powrotem ] szpitalny korytarz – snujący ni to monolog ni to modlitwę do Matki Boskiej?
–Matka Boska przyszła do mnie i mówi mi wprost – Stefek ty się musisz jeszcze uczyć ,bo te siedem klas to za mało , żeby zdobyć dobry zawód. Ja jej mówię , ależ Matko ja tę
wiedzę już posiadłem . Ja wiem prawie wszystko i nic mnie nie może zaskoczyć. Ja mogę być nawet ministrem -bo moja wiedza jest absolutna. Te i tego typu rozważania,dialogi,monologi i modlitwy słyszymy codziennie z ust uduchowionego Stefka-odbieranego bardzo pozytywnie przez pacjentów.
Drugi pacjent -to niebezpieczny oryginał- eksperymentator. Jednym z jego przewinień dla których znalazł się u czubków ,były jego zabiegi na dzieciach -polegające na okręcaniu drutem ich głów i podłączaniu do prądu . Zabiegi te w/g niego miały na celu poprawę [ poprzez elektrowstrząsy ] krążenia krwi w organizmie. Solidarna Grupa Pomocy ,którą stworzyliśmy – postanowiła zająć się sprawą okradania kurtek pacjentów i gości przybywających w odwiedziny do nas. Nasze dochodzenie doprowadziło do odkrycia złodzieja , którym okazał się nasz eksperymentator Wacek. Robił to w czasie , kiedy wszyscy pacjenci domu bez klamek spożywali obiad w stołówce.On w tym czasie przeszukiwał w [otwartych] pokojach kurtki i szafki przy łóżkach .Proste jak drut. Wpadł – kiedy zwróciliśmy uwagę na jego wieczne spóźnianie się na obiad rzędu 10-15 minut. Zasadzka udała się – złapany na gorącym uczynku nie wyrywał się i nawet się nie tłumaczył . Kradzieże ustały .Zapytany na co mu były te pieniądze -powiedział , że na kupno herbatek . Wszystko przeznacza na „czajówy”-pół paczki herbaty na szklankę wody.
W jednym z pokoi bez klamek – leżała młoda dziewczyna chora psychicznie i fizycznie. Ofiara jakiegoś wypadku. Całkowicie sparaliżowana – nie trzymająca moczu i kału.Tragiczna postać – tak skrzywdzona przez los. Wraz z dwoma współlokatorami tworzymy solidarną grupę pomocy sparaliżowanej.Pomagamy pielęgniarkom utrzymać Ją w czystości. Dwa -trzy razy dziennie przenosimy ją do umywalni , kładąc w zlew [w formie długiego koryta ] -gdzie pielęgniarki lub współlokatorki obmywają ją z ekskrementów. Po myciu i wytarciu przenosimy Ją z powrotem do pokoju . Przez cały mój okres pobytu Solidarna Grupa Pomocy działa jak w zegarku. Cenią nas wszyscy [ za tą spontaniczną pomoc] lekarze a zwłaszcza pielęgniarki. Moje próby uchylania się od brania lekarstw spełzły na niczym. Pielęgniarki -przygotowane do takich sytuacji -pilnują nas szczególnie .Po każdym podaniu leku , trzeba otworzyć usta i pokazać ,że pigułka została połknięta. Pokój -w którym przebywam mieści się na 1 piętrze – tu zgromadzono pacjentów o średnio zaawansowanym procesie chorobowym – nie agresywnych . Wysoki parter – z zakratowanymi oknami – to przypadki najcięższe , tam większość personelu to pielęgniarze, a pacjenci na ogół agresywni , często zakuwani w kaftany bezpieczeństwa. Stamtąd -często słychać hałasy , krzyki i jęki jak z piwnic katowni U.B. w Elblągu [w pobliżu którego mieszkaliśmy]. Nigdy nie zapomnę tych krzyków : ..gestapowcy- przestańcie się znęcać…przestaaaańcie……
W sąsiednim pokoju leczy się lekarz narkoman uzależniony od morfiny. Nawet tu [ mając pieniądze] -zaopatrywany jest w morfinę . Towar przynoszą mu kurierzy – raz lub dwa razy w tygodniu
[w trakcie odwiedzin] . Pielęgniarki wiedzą o tym i często przeszukują jego pokój , łóżko i sprzęt ,którym dysponuje -niestety bezskutecznie ? Jest wyjątkowo sprytny. SGP w porozumieniu z pielęgniarkami postanowiliśmy przeprowadzić akcję przejęcia morfiny. Śledziliśmy -każdy jego krok , obserwowaliśmy go bez przerwy . Któregoś dnia – po wizycie kuriera byliśmy pewni ,że tym razem nam się uda . Wraz z pielęgniarkami zrobiliśmy „nalot”i przeszukanie i co ? I nic ? Tak sprytnie zakamuflował morfinę , że znaleźliśmy tylko strzykawkę jednorazową. Pierwsza wizyta mojej przyjaciółki Wiesi K. była dla mnie wielkim przeżyciem , a równocześnie zaskoczeniem – skąd dowiedziała się gdzie jestem? Od tej pory jej wizyty były regularne.Wspierała mnie zawsze ciepłym słowem i domowymi kompotami. To była prawdziwa przyjaciółka – na którą zawsze można było liczyć . Któregoś dnia odwiedził mnie Andrzej Żabiński., którego niesłusznie posądzałem , że go dyrekcja na przeszpiegi przysłała!Po dwutygodniowym pobycie dostaję pierwszą przepustkę do domu-która o mały włos nie skończyła się dla mnie tragicznie. Będąc pod wpływem psychotropów,o mało co nie wpadłem pod samochód [ przechodząc przez jezdnię ] na ruchliwej ulicy Sienkiewicza. Pamiętam dobrze pisk hamulców i stojący 20-30cm. od mojej nogi samochód ciężarowy , którego kierowca -obrzucał mnie stekiem wyzwisk . Stoję jak sparaliżowany -w spokoju przyjmując lecące na moje głowę wyzwiska. Po kilkugodzinnym pobycie w Ustce wracam do szpitala, a tam „nalot” pielęgniarek na naszego morfinistę. Hura – tym razem przeszukanie udane – znaleziono 4 ampułki morfiny. Chwała im za to . Cieszę się razem z nimi jakbym to ja dokonał tego odkrycia. Następnego dnia – przekonuję jedną z pielęgniarek ,że mój pobyt w szpitalu jest próbą ukrycia się przed procesem politycznym. Ta wyraża zgodę , abym na jej zmianie nie brał psychotropów.Traumatyczny pobyt w Psychiatryku [ na oddziale zamkniętym] dobiega końca. Przenoszą mnie na oddział otwarty.Powiadomienie o wypisie z oddziału zamkniętego – przyjąłem z z wielką ulgą.
- Jurek i Czesław przyszedłem się z wami pożegnać-wychodzę na wolność ?
-Wychodzisz -naprawdę , czy nas podpuszczasz ?
-Przed chwilą byłem w gabinecie lekarskim , przygotowują mi „żółte papiery” , które mnie uchronią przed najgorszym Człowieka chorego , a tym bardziej psychola nie wsadzą za kratki.
- Szczęściarz z ciebie?
-To się jeszcze okaże , czy jestem szczęściarzem. Mam do Was jedną serdeczną prośbę-nie przerwijcie tej działalności samarytańskiej , którą tak długo ciągniemy?
-Masz to u nas jak w banku.
-Zabieram klamoty i jadę do domu -w końcu się wyśpię w swoim łóżku.
-Coś taki radosny -jak wiosenny skowronek?
-Głupie pytanie , a ty byś się nie cieszył? Reczy spakowane w torbę .Z uśmiechem na twarz żegnam się z lekarzem dyżurnym i pielęgniarkami. Jadę szczęśliwy do domu .
W domu wita mnie siostra Hanka .
-Nawet specjalnie nie schudleś na tej szpitalnej diecie ?
-Wiesz jedzenie było kiepskie , jak to w szpitalu, ale brak ruchu spowodował , że człowiek nie tracił kalorii-stąd taki stan rzeczy .
-Opowiedz jak tam było bo umieram z ciekawości?
-To będzie długie opowiadanie siostro o tym co czułem i przeżywałem – o traumie związanej z moim pobytem wśród świrów, czubków , wariatów. Na prawdziwą opowieść – o tym co przeżyłem potrzebuję trochę czasu – żeby to ogarnąć.
Dnia następnego – rankiem jadę do Słupska i melduję się u kierowniczki Oddziału Nerwic psycholog Krystyny M. po złożeniu stosownych informacji – zostaje przyjęty i wprowadzony na salę zajęć terapeutycznych. Grupa liczy kilkanaście osób – kobiet i mężczyzn.Przedstawiam się. C.D.N.