SERCE KOBIETY

Jestem w Słupsku w biurze Regionu „Solidarności”w sprawie listu do premiera. Od przewodniczącego Staszka Sz.. dowiaduję się o stanie zdrowia Jurka B.

-Staszku przyrzekam Ci, że jutro postaram się odwiedzić go w domu.

-Pozdrów go ode mnie i życz mu dużo zdrowia.

-Masz to u mnie jak w banku.

Następnego dnia idę na ulicę Zieloną i szukam domu w którym mieszka .Od pani stojącej przy budynku o numerze 3 dowiaduję się ,że to właśnie tu . Dzwonię jeden raz ,tak jak jest napisane na wizytówce /bo do jego byłej żony / dzwonić 2 razy. Po dłuższej chwili słyszę człapanie.

-Jurek to ja Andrzej – mówię przez drzwi. W otwartych drzwiach staje zgarbiony i chudziutki staruszek z laseczką i w kapciach. Wchodzę witając się z nim.

- Jurek czy ty mnie poznajesz?

-No pewnie „wychrypiał”

Słów dobrze nie dosłyszałem, raczej się domyśliłem. Głos a właściwie rzężenie przerywane „delikatnie mówiąc” chrapaniem.

O Boże- co się z niego zrobiło? Wchodzę do środka pokoju, zdejmuję kurtkę, rękawiczki, siadam na krześle i zaczynam rozmowę.

Widząc go w takim stanie pytam:

- Jurek co mogę dla ciebie zrobić? Patrzy na mnie dziwnie. Widzę ogromny wysiłek, żeby wyrzucić z siebie kilka słów. Dwa chrapliwe oddechy i trzy bełkotliwe słowa, które rozszyfrowuje jako:

- Masz samochód ?

- Mam.

-Tu bełkotliwa jego wypowiedź, nic z tego nie zrozumiałem. Przesuwam krzesło jeszcze bliżej niego,siedzę w odległości 50 cm – może będę lepiej słyszał, bo wstydzę się powiedzieć mu, by powtórzył mi to co mówi. Pokazuje mi swoją „ostatnia wolę „.Wśród 7 punktów napisanych na maszynie największe wrażenie wywarły na mnie punkty dotyczące

pochówku,informacji o udziale delegacji i sztandarów „Solidarności”, jak również precyzyjnie sformułowana treść napisu na nagrobku cytuję: Ś. P. Jerzy B. urodzony 27.05.1946r…………. Ostatni Przewodniczący „Solidarności”w Stoczni Ustka .Prosi o pamięć i modlitwę.

Wykonawstwo mojej ostatniej woli powierzam moim synom Arkadiuszowi,Markowi i Sebastianowi. Potem w krótkich żołnierskich słowach- pada rozkaz -synkowie wykonać.

Niestety Sebastian już nie wykona woli Ojca bo ginie w 2012 roku w wypadku samochodowym.

W trakcie rozmowy dowiaduję się, że pojednał się z Panem Bogiem, przyjął komunię i ostatnie namaszczenie.

W spokoju opowiada, że pogodzony jest ze światem i nie boi się śmierci.

Podziwiam jego spokój i postawę wobec nieuchronnego odejścia.

-Jurek czy ktoś Cię odwiedza – pytam?

Z bełkotu wydobywającego się z jego gardła domyślam się, że nie. Trudno wyrazić co czuję. Patrzę na odchodzącego w niebyt działacza – społecznika, którego w tych najtrudniejszych

chwilach życia wszyscy opuścili. Szlag mnie trafia jak widzę schorowanego, samotnego starca, którego los nikogo już nie obchodzi! Wielu ludziom był potrzebny, kiedy był w pełni sił – a teraz?

Wstaję z krzesła, prostuje nogi i oglądam ścianę pełną różnorodnych podziękowań, dyplomów i fotografii. Skupiam się na jednej, tej z Lechem Wałęsą.

-Gdzie zrobiono Ci to zdjęcie z Wałęsą?

W Słupsku „wybełkotał”. Na zdjęciu profilem stoją Jurek B. z brodą i Wałęsa z charakterystycznym wąsem.

Jurek powiedz mi prawdę – tak jak na spowiedzi. Dlaczego zrobiłeś mi kilka świństw w okresie jak byłem przewodniczącym MKK „Solidarność” Podregionu Ustka? Wiesz, że Cię bardzo lubiłem.

- Za co ty mnie lubiłeś?

- Nie wiem. To trudne pytanie, na które nie umiem racjonalnie odpowiedzieć.

Zastanawiam się przez dłuższą chwilę i dochodzę do wniosku ,że pomimo dużych różnic w spojrzeniu na wiele nurtujących nas spraw – łączyła nas jedna zasadnicza sprawa -wrażliwość na krzywdę ludzką.

-Podziwiam go za odwagę i spokój w podejściu do sprawy nieubłaganego odejścia i pogodzenia się z losem. Nie pasuje mi to do jego osobowości – wiecznego nieustępliwego wojownika ciągle walczącego z wrogami- niejednokrotnie urojonymi.

Drżącymi rękami bierze papierosa i zapala go. .Po zaciągnięciu się dymem – następuje gwałtowny atak kaszlu – oczy wychodzą mu z orbit. Nie może złapać oddechu

okropne rzężenie , bije się mocno w piersi i macha gwałtownie rękoma – chcę dzwonić po pogotowie sądząc ,że to agonia. Rękoma daje mi znaki, żebym nie dzwonił. W końcu odkrztusza duży kawał flegmy. Z ust kapie mu ślina – wyciera usta chusteczką . Powoli uspakaja się. Długo dochodzę do siebie – to było straszne !

-Jurek po co ci te papierosy, ty oddychać nie możesz, a palisz jakbyś był całkowicie zdrowy?

-Będę palił ! Do końca dni moich.

-Wracając do tematu , kto się tobą teraz opiekuje – bo widzę ,że masz porządek, jesteś umyty

i zadbany.

Spojrzał na mnie trochę dziwnie . Z bełkotu zrozumiałem tylko tyle, że prawdopodobnie wymienił imię swojej byłej żony.

-Myje mnie i ubiera.

Pamiętam te czasy- jaki Ty byłeś dla niej niedobry, ba mało powiedziane niedobry?

-Popatrz – ile ta drobna i niepozorna kobieta okazała ci serca ile w niej bezgranicznej dobroci.

Wiesz teraz dobrze ,że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie .

-Ile ty masz emerytury- rozmawialiśmy kiedyś to wiem że1700-1800.

-Mam1100.Bo 600 zabiera komornik.

-Za co ci zabiera te 600zł .

-Zaciągnąłem w bankach kredyt 28000 zł ,który na skutek niesystematycznego spłacania rat urósł do kwoty 50000.Mam zajęcie komornicze również pokoju w którym mieszkam. Szlak człowieka trafia jak zgodnie z literą prawa -stojącemu nad grobem człowiekowi bezduszny komornik zabiera

prawie połowę emerytury , ale c`est la vie.

_Muszę już iść jestem tu u Ciebie prawie trzy godziny, jeżeli pozwolisz to skseruję twoją ostatnią wolę i informację o twojej nieuleczalnej chorobie. Wpadnę do Ciebie za 2 dni i przyniosę Ci fragment rozdziału „Opatrzność czy przeznaczenie”.

-Dobrze.

Zgodnie z umową -odwiedzam go powtórnie – dając do przeczytania część rozdziału „Opatrzność czy przeznaczenie”- idę porozmawiać z jego byłą żoną.

-Dzień dobry.

-Witam – proszę niech pan spocznie, może herbatkę zrobić?

-Nie dziękuję bardzo.

-Pani Kazimiero .Piszę książkę , której roboczy tytuł brzmi -cytuję: „Ślad na piasku”, chcę część jednego z rozdziałów poświęcić Jurkowi, ale żeby jak najbardziej zbliżyć się do prawdy muszę poznać zdanie drugiej strony , czyli jego byłej żony.

Jaki On był naprawdę w stosunkach rodzinnych. Uprzedziłem jego , że będę o nim rozmawiał również z panią. To co usłyszałem-wstrząsnęło mną dogłębnie.

-Wiem , że nadużywał alkohol .

-Ale nigdy w domu?Przychodził podpity lub pijany- bił mnie wtedy – o byle co. Raz uszkodził mnie górną szczękę .Innym razem ,będąc w ciąży tak mnie pobił ,że Marek urodził się w 8 miesiącu.

Rozmawiamy o jej losach -o rozwodzie ,o jej życiu prywatnym,tragicznym wypadku syna Sebastiana ,o pozostałych synach Marku i Arkadiuszu. Oglądam oprawione w ramki ich zdjęcia ślubne. W końcu zdobywam się na odwagę i zadaję jej to pytanie?

-Dlaczego pani opiekuję się człowiekiem ,od którego doznała pani tyle krzywd, tego zrozumieć nie potrafię?Popatrzyła na mnie tym rozczulającym wzrokiem i powiedziała.

-Przecież to jest ojciec moich dzieci!

Podczas kolejnej wizyty -oddaję jemu skserowane dokumenty ostatniej jego woli i historii choroby.

-Andrzej -mam do ciebie prośbę , a właściwie dwie. Jedna dotyczy pochówku na cmentarzu w Ustce.

-Nie rozumiem?

-Ty masz znajomego Edka R. on jest zarządcą usteckiego cmentarza.

-Jurek mogę Cię zapewnić ,że pójdę do niego i porozmawiam, ale nie jestem władny Ci to załatwić ,bo to nie ode mnie zależy.

-Druga sprawa dotyczy Biura Opieki Społecznej-czy mam szanse na jakąś zapomogę?

-O.K. jutro tam pójdę .Żegnam Cię ,bo śpieszę się na obiad. Zdrówka życzę. Trzymaj się.

Po obiedzie -rozgorzała zażarta dyskusja z małżonką na jego temat.

-Wiesz-dziwię się ,że tak się litujesz nad pijakiem ,który tyle krzywd zrobił swojej żonie i dzieciom. Zapomniałeś ile świństw zrobił tobie ,a ty się nad nim tak rozczulasz . Wiem co to życie z pijakiem. Mam prawo tak mówić!

-Wiesz Gosiu,żyjemy w kraju demokratycznym i każdy ma potencjalnie prawo do swobodnego wypowiadania poglądów na każdy temat. Twoje zacietrzewienie nie pozwala ci jednak na sprawiedliwą ocenę jego osoby. Pozwolisz , że przytoczę tu pewne motto życiowe mojej nieżyjącej już wspaniałej polonistki cytuję:Każdy człowiek składa się z pół świni i pół orła.

Ważne jest tylko to , aby część tego szlachetnego ptaka była znacząco większa od tej drugiej.

-Odkryłaś jego drugie oblicze pijaka i damskiego boksera ,krzywdzącego żonę i dzieci. Każde z nas inaczej Go postrzega ,ale sprawiedliwy sąd nad nim wyda tylko ten co nad nami. Trzy lata po tym wywiadzie dowiaduje się o śmierci Jurka i biorę udział w jego pogrzebie -niestety nie w miejscu , które sobie wymarzył , lecz na cmentarzu w Zimowiskach . Były sztandary „Solidarności” była  delegacja ze Słupska z przewodniczącym „S” i było te haniebne przemówienie nad jego grobem wygłoszone przez proboszcza parafii kościoła M.B. Gwiazdy Morza . Mowa , którą nie potrafię dokładnie  zacytować , skierowana była do „Solidarności ” , aby pamiętała o tych zamordowanych pod Smoleńskiem w wyniku zamachu Tuska i Putina . Słowa pełne nienawiści [w ustach kapłana ] były tak przerażające , że nie wytrzymałem i zabrałem głos ,że pogrzeb nie jest miejscem na uprawianie polityki , tylko pożegnaniem odchodzącego . Nie jestem pewien ,czy słowa te dotarły do człowieka- księdza , który nie jest już proboszczem parafii [odszedł na emeryturę ], nie wiem czy słowa te spodobały się św. pamięci Jurkowi B. bo staliśmy po dwu stronach politycznej barykady….